jw.

Okropne czasy! Trąca o kieliszek Bajkowskiego. Twoje zdrowie!

BAJKOWSKI

bierze kieliszek

Bon. Potrzebuję się zakropić, bom zły jak sto tysięcy diabłów! Koni nie sprzedałem, opuściłem sobie odpust w Jadolinach przez ten głupi jarmark i do tego zgrałem się jak stare skrzypce.

LECHICKI

I ty także?...

BAJKOWSKI

Ha, no cóż miałem robić? Dla kompanii dał się Cygan powiesić. Ale ja to jeszcze nic, spłukałem się na jakie 300 blatów, i koniec. Ale Rewelkowski, żebyście wiedzieli, jak się panie zapalił przy labecie, tak i gotówkę przerżnął, jaką miał przy sobie, i powóz, i konie, i wszystko diabli wzięli.

LECHICKI