— Sobek! — odezwała się dziewczyna, cedząc sło­wo po słowie, jakby je ważyła i z trudem dobywała z siebie — to ty może teraz o żeniaczce pomyślisz, hę?

— Jak mi się będzie podobało, to się ożenię. A to­bie co do tego?

— Ale nie ożenisz się, tylko z babą, co ma pięć sta papierków, prawda?

— To się wie. Ja dziadówki nie chcę.

— Tu niekażdy gazda mógłby dać takie wiano za córką. Jędrzej z Leśniczówki mógłby, ale jego Kaśka już zamówiona mielnikowi do Orawy.

— Albo to Zakopane świat cały, nie będzie tu, to znajdę gdzie indziej.

— A jakby się tu znalazła taka?

— No, która?

— Ja już wiem taką, co ma; ale trzeba, żebyś cze­kał do św. Michała, to ci nagodzę taką.

— Widzicie, to ja nie wiedział, co z ciebie taka swacha — rozśmiał się rubasznie.