— Jacy ludzie? od kogo słyszałaś?

— Młynarz mi mówił.

— A, on! U niego język jak pytel, nic nie strzyma jeno wypapleć musi. Co za grube pieniądze — hm! A skądżeby ja wziął grubych pieniędzy? Zarobiłem trochę na węgierskiej stronie — to i cóż? Czy to grzech mieć pieniądze? Czy ja to już zawsze mam być goły?

— Ja ci nie zajrzę14 twoich pieniędzy. Mnie to radość wielka, że tobie się dobrze powiodło. Może to moje pieniądze takie były zręczne.

— A! to ci o to idzie. Chciałaś się dowiedzieć, czy ci będę mógł oddać, ty chytra niewiasto. Tobie tylko o pieniądze idzie. Nie bój się, jutro dostaniesz wszystko.

Odszedł znowu kilka kroków. Hanka milczała — naraz odezwała się:

— Sobek!

— No co?

A gdy dziewczyna wahała się jakoś i ociągała, do­dał niecierpliwy:

— No, gadaj, co masz gadać, bo ja nie sowa, abym po nocy marudził. Mnie trza spać.