— Ale, ale, wiesz, Sobek wrócił, pytał się o ciebie.

— Może?

— Dostaniesz swoje papierki, bo pono z grubemi pieniędzmi wrócił.

— O!

— Chłopisko będzie mogło teraz o żeniaczce pomyśleć.

— Ba, coby nie.

— No, jedźmy — zawołałem zniecierpliwiony.

— Zaraz, zaraz. No, ostańcie z Bogiem.

Kiwnęła młynarzowi, potem zbliżyła się do wózka i rzekła do woźnicy:

— Dajcie no, ja wam tu sama konia poprowadzę, bo wy nieświadomy miejsca, wnetbyście wywrócili.