— Jak szczęśliwą może nazwać się Pelagija, myślał sobie, że ją niebo uchroniło od tego wietrznika lekomyślnego. Co za przyszłość mogła ją z nim czekać, kiedy już teraz przed ślubem dla pierwszej lepszej spotkanej na drodze, tak łatwo się sprzeniewierzył? Gdzie tu charakter, gdzie tu stałość, gdzie tu serce?
Stawiając te ostatnie pytania miał widocznie siebie na myśli. On bowiem uchronił się od pokus, umiał je zwalczyć (co mu tem łatwiej przyszło, że wdówka nie okazywała jakoś wielkiej skłonności do sprowadzenia go z prawej drogi) — i nieposzlakowaną miłość niósł w ofierze wybranej swojej. Tak się czuł dumnym tą wysoką moralnością swoją, tak uwierzył w czystość swoich zamiarów, że byłby przysiągł, że to pierwsza i ostatnia jego miłość i niedziwiłoby go wcale gdyby panna Pelagija postanowiła teraz suszyć piątki i soboty na podziękowanie Panu Bogu, że ją obdarzył mężem tak nieskazitelnych obyczajów i bezinteresownego przywiązania.
Wśród tych rozmyślań dojechał do granicy. Tu zaszła mała przeszkoda, która omal, że nieprzerwała jego podróży. Każdy inny na jego miejscu uważałby to był za zły znak i wrócił się, ale pan baron nie wierzył w przeznaczenie; on wierzył w opatrzność i miał silne przekonanie, że ta opatrzność nie pozwoli marnie zaginąć szlachetnemu imieniowi baronów Rumpell. Przeszkoda zaś była tego rodzaju, że urzędnik na komorze nie chciał go puścić znalazłszy, że rysopis paszportowy nie całkiem się zgadzał. A mianowicie: w paszporcie stało: włosy czarne, a pan baron, który dziś rano w pośpiechu zapomniał się był ucharakteryzować na bruneta, był rudy. Następnie w rysopisie urzędnik czy przez zbytnią gorliwość, czy przez złośliwość w rubryce: znaki szczególne, napisał: łysy, a łysiny tej na komorze wraz z panem baronem nie było. Z tego powodu urzędnik nie chciał przepuścić pana barona; ale ten wziąwszy go do osobnego pokoju po zdemaskowaniu się i odkryciu mu niektórych sekretów swojej toalety zdołał go przekonać, że rysopis całkiem się zgadzał z rzeczywistością.
Po tem nie bardzo miłem intermezo, z którego nie bardzo był kontent nasz bohater, gdyż o ile mógł wnosić z dwóznacznych uśmiechów współjadących, urzędnik nie umiał dochować powierzonej sobie tajemnicy, — reszta drogi przeszła bez przygód i burzy i pan baron Rumpell z rozwiniętemi żaglami nadziei dopływał do Kolchidy — chciałem powiedzieć do Krynicy.
III. W jaki sposób pan baron z miłości stał się najprzód ultramontanem a potem ateuszem
Krynica, jak wiadomo oprócz kwasu węglowego i wiele innych kwasów nieodłącznych od naszych krajowych kąpieli, zawiera znaczną ilość żelaza, którem przeważnie restaurują się nadwątlone budynki niewieście. Co się tyczy złota i innych szlachetnych minerałów jako to srebra, listów zastawnych, akcyj kolejowych — te znajdują się tutaj w małej stosunkowo ilości i trudność poszukiwania ich jest niesłychaną. Nąjbieglejszych minierów oszukać mogą łudzące pozory. Zdarzało się bowiem niejednemu z tych panów, że opierając się na znanym socyalno-geologicznym pewniku, że tam gdzie pojawia się najwięcej brylantów, jedwabiów, aksamitów, i złota najwięcej być musi — począł z odwagą kopać a dokopawszy się z trudem do serca i ręki znalazł zamiast miny złotej, brodatego izraelitę z wekslem, który za koronki i aksamity i fałszywe brylanty płacić mu kazał.
Doświadczeńsi znają się już na tem i najczęściej szukają pokładów szlachetnego metalu w niepokaźnych miejscowościach pod skromnym perkalikiem i ciemną wełnianą sukienką, na odległych spacerach, koło figury Matki boskiej, na Słotwince etc. Lubo i tu nie można mieć pewności zupełnej i tu często rutyna trafi na rutynę, jeden z najbieglejszych mineralogów kąpielowych złapał się w ten sposób okropnie, bo dobierając się trzy lata do skarbu znalazł po ślubie w wertheimowskiej kasie rachunki pana Seiferta, Schwarza etc. i kilka akcyj kolei czerniowieckiej; czem oburzony seperował się i dziś odwiedzając Krynicę w charakterze nieszczęśliwego wdowca zawiązał skandaliczne romanse z kilkoma powszechnie znanemi damami a mianowicie damą pikową, treflową, karową i kierową.
Wypadek ten zrobił innych nadzwyczaj ostrożnymi i dziś tylko w ostateczności tak np. jak nieprzymierzając pan baron Rumpell, udaje się płeć męska po złoto do Krynicy. Więcej ich jedzie dla zabawy — a ten rodzaj rekrutuje się przeważnie ze skończonych gimnazyalistów, którzy tu w braku lepszych okazów płci męzkiej, uważani być muszą przez damy za mężczyzn a nawet za złotą młodzież i dorabiają się wąsów i znaczenia w świecie. Tu odbywają oni pierwsze praktyczne ćwiczenia w konwersacji francuskiej i polskiej, w figurach mazurowych i w robieniu długów. Oprócz tego narybku męskiego zapełniającego w każdej porze deptaki krynickie, a który jeden z miejscowych bankierów nazwał: Jugend aus Talmigold. Pojawiają się jeszcze w Krynicy kuzynkowie, brani często zamiast damy do towarzystwa i do urządzania spacerów, wycieczek, obstalowywania obiadów, noszenia szalów, parasolek i torbeczek. Podobne indywidua nazywają tu kawalerami od rzeczy lub do rzeczy stosownie do wrodzonych zdolności.
Co się tyczy mężów, to w tych Krynica najmniej obfituje. Że to nie jest dowodem obojętności i zwolnienia węzłów rodzinnych, świadkiem jest pan Radca Rzepski, a raczej jego mokra fularowa chustka, jest to powiedziałbym raczej dowodem wielkiej wiary w cnotę małżeńską, wielkiego zaufania, którego jednak zbyt nadużywać ani na ciężkie próby wystawiać nie należy, jak się to z dalszego ciągu opowiadania pokaże.
A teraz wróćmy się do pana barona.