Był to frazes przygotowany dla innej sytuacyi, a mianowicie na spotkanie obu pań, który do samej pani radczyni nie miał akuratnego zastosowania. Pani Rzepska jednak ciekawa nowin z domu nie uważała wcale na tę niegramatyczność i co prędzej wyprowadziła barona z kaplicy na dwór i tu dopiero zasypała go zapytaniami.
— Ach panie baronie, pan tutaj i dawno?
— Od wczoraj dopiero.
— Od wczoraj już i nie byłeś u nas, niedobry.
— Nie myślałem, że panie — chciał dalej mówić, ale mu niepozwoliła rzucając nowe pytanie:
— I cóż mój mąż? — Mów mi pan o nim. Czy zdrów?
— O! pan radca zdrów jak ryba i wesół — rzekł baron chcąc całkiem uspokoić panią Rzepską.
— Wesół, podczas gdy ja tu schnę i umieram z tęsknoty za nim. O! niegodny! Tu pani radczyni zaniosła się od płaczu.
— Ależ gdzie tam wesół — rzekł poprawiając się baron — owszem ciągle smutny, nie ma apetytu, zmizerniał.
— Zmizerniał? — Biedny, a ja mu pomódz nie mogę, pielęgnować, pocieszać. O, to okropnie — żyć w takiem rozłączeniu, tyle mil — on tam biedak może umrzeć a ja nie dowiem się o tem. I znowu wybuchnęła płaczem.