Nie całkiem, byłam już w piwnicy z panną Ksawerą i piłam mleko.

— Gdzie to już nie było.

— Ranny z niej ptaszek — dołożył dziadek — wcale nie po miastowemu. Dobrze, dziewczyno, to zdrowo.

Tak rozmawiając, szli ku dworowi. Janina prowadziła babcię, a dziadek szedł za niemi i nakładał do fajki tytuń z kapciucha. Panna Ksawera, zobaczywszy ich przez okno, cotchu posłała dziewczynę do kuchni po imbryk z kawą i śmietanką. Na stole, nakrytym białym obrusem, czekały już grzanki, przysposobione przez nie z okazyi przybycia Janinki. W wesołych humorach, wśród szczebiotania rozgadanej wnuczki, siedli staruszkowie do śniadania.

Niezadługo potem drzwi się otwarły i wszedł Adam.

— Nie można — zawołała żywo Janina, zrywając się.

Adam cofnął się.

— Dla czego? — spytał dziadek zdziwiony.

— Ja nieubrana — szepnęła ciszej.

— Co? co? nieubrana? Jakto nieubrana?