— Bo słońce jeszcze nie ociepliło wody. Ale nie bój się, babciu, zaraz się rozgrzeję, tylko potańczę z dziaduniem.
I nie czekając na pozwolenie, chwyciła dziadka wpół i zaczęła z nim obracać się po trawniku, przyśpiewując jakąś polkę.
— Ależ Janino, dajże pokój! A to cały djabeł z tej dziewczyny — mówił dziadek staccato, obracając się mimowoli.
— Jeszcze chwileczkę, dziaduniu. La la la la la la — mój złoty dziaduniu — la, la la!
— Bo już tchu nie czuję — wołał zadyszany starowina. — Janinko, słyszysz?
Zakręciła go jeszcze mocniej, a potem upadła z nim razem na darniową ławeczkę pod jabłonią, ucałowała go na podziękowanie w obie ręce i pobiegła do babci.
— Widzisz, babciu, już mi ciepło — o!
— Teraz znowu zgrzana, jak nie wiem co.
— Nic mi nie będzie.
— No, chodźmy już raz na kawę, boś pewnie głodna. Wybiegłaś tak całkiem naczczo.