— Ależ dziaduniu — zaczęła się tłomaczyć, oburzona do żywego takiem posądzeniem.
— Nie bój się, wróci, wróci przed obiadem.
— Ależ ja nie chcę, nie potrzebuję. Ja się pytam, kiedy on ztąd pojedzie sobie na dobre.
— Może za rok, może później — mówił dziadek tym samym tonem.
— Ej, dziadunio tylko chce mnie draźnić.
— Ależ nie, nie — objaśniła babunia. — Adaś jest u nas na praktyce, uczy się gospodarstwa. Ojciec jego życzył sobie tego.
— Więc on tu ciągle będzie siedział?
— Cóż to, nie kontentaś z tego, że będziesz miała kawalera na zawołanie? U nas tu nie ma ich do zbytku.
— Ależ ja nie chcę, nie potrzebuję żadnego kawalera, — zaprotestowała prawie z płaczem i z taką gwałtownością, że aż dziadek spojrzał na nią zdziwiony.
— A tobie co się stało, dziewczyno?