— Już od godziny.
— Przecież niedawno, gdy wyszłam, byłaś jeszcze w negliżu.
— Niedawno? o ósmej.
— A teraz która?
— Wpół do dziesiątej.
— Być nie może?
Spojrzała na zegar i przekonała się, że Janina jej nie zwodziła. Było już rzeczywiście wpół do dziesiątej. Tak więc blizko półtorej godziny rozmawiała z Adamem, a byłaby przysięgła, że zaledwie kwandrans.
— A to czas mi zleciał!
— Gdzież ci zeszedł tak przyjemnie?
— Rozmawiałam z twoim wujem.