— Tak? — spytała Janina z pewnym odcienim cierpkiej ironii w głosie.

— Wiesz, że znalazłam go wcale innym, niż mi go przedstawiłaś.

— Jesteś niewybredną.

— O przepraszam. Pan Adam mógłby i najwybredniejsze gusta zadowolić. A jaki przystojny! prawdziwie męzka piękność. Gdybym nie wiedziała, że się tu urodził, przysięgłabym, że to Ukrainiec czystej krwi. Brunet, twarz smagława, nos orli i do tego szafirowe oczy.

— Jak widzę, toś mu się bardzo szczegółowo przypatrywała — rzekła z przekąsem Janina.

— Bo to mężczyzna całkiem w moim guście.

— Nie zazdroszczę ci takiego gustu.

Zosia bystro, przenikliwie spojrzała w oczy przyjaciółki i, biorąc ją za rękę, rzekła:

— Janinko, powiedz mi szczere, co między wami zaszło?

— Ależ mówię ci, że nic.