— To nasza zakonniczka tak się rozgadała — rzekła babcia, obejmując wnuczkę spojrzeniem pełnem miłości.
— I o czem-że, jeżeli wolno wiedzieć?
— No, powiedz, zaspokój Janinko, jego ciekawość.
Panienka zesznurowała różowe usteczka i milczała uparcie, nie patrząc nawet na Adama.
Powóz ruszył nieco prędzej i on pozostał w tyle.
— Czemuż on nie siedzi sobie na koźle? — spytała panna, z minką niezadowoloną.
— Cóż ci to szkodzi?
— Michał mógłby prędzej jechać, a tak wleczemy się i Bóg wie kiedy zajedziemy.
— Pospieszyć nie można, bo góra, a powóz ciężki.
Jakby na potwierdzenie tego, konie znowu zwolniły biegu i z trudnością ciągnęły powóz pod górę. Adam zrównał się z niemi. Idąc obok, rozpoczął rozmowę, którą tylko babka podtrzymywała, bo panna, otuliwszy się zarzutką i odwróciwszy oczy w inną stronę, żadnego w niej udziału nie brała, zdając się nawet nie uważać na to, co mówią. Gdy Adam pozostał znowu na chwilkę wtylę, Janina z żywością wzięła babkę za rękę i prosiła: