— Powiedz mu, babciu, żeby nam dał spokój!

— Ale dla czego? dla czego? — spytała babunia, patrząc zdziwionemi oczami na wnuczkę i nie mogąc zrozumieć jej niechęci dla kuzynka.

— Bo jest nieznośny, bo impertynencko patrzy, a ja tego nie lubię.

— Ależ...

— Jak mu babunia nie powie, to ja mu powiem.

— Co takiego? — spytał z uśmiechem Adam, który, zbliżając sie do powozu, usłyszał ostatnie słowa.

Janina zachowała pogardliwe milczenie.

— Jesteś w niełasce, mój Adasiu, u Janinki — rzekła babunia; patrząc filuternie na pannę. — Nie wiem, co za powód.

— U panienek w tym wieku dzieje się wiele rzeczy bez przyczyny — mówił wesołym, żartobliwym tonem. — I ktoby chciał rozumem tu czego dochodzić, i zginie a nie będzie umiał w to ugodzić. Który to poeta powiedział, kuzyneczko.

Janina zapłonęła rumieńcem oburzenia. Niema obraźliwszych istot, jak panienki wychodzące z pensyi, szczególniej jeżeli ktoś w sposób żartobliwy przypomina im dopiero co ukończone szkoły. To też i panna Janina czuła się do żywego dotkniętą pytaniem Adama i poprzysięgła sobie w duszy „na nie wiedzieć co” (wyrażenie pensyonarek), że mu tego nigdy w życiu nie przebaczy.