— Niech się tu babcia trochę zatrzyma, żeby turkotu nie usłyszeli we dworze, a ja pobiegnę naprzód, zrobię dziadunowi niespodziankę. To się dopiero zadziwi, jak mnie tak nagle zobaczy.
— Niech chociaż Adaś idzie z tobą; tak ciemno!
— Nie chcę, nie chcę ja sama trafię.
— Ale psy — zauważył Adam.
— Psy mnie znają lepiej niż pana, obejdę się bez obrony — rzekła i frunąwszy, jak spłoszony ptak, zniknęła w ciemności, zanim Adam zdecydował się zejść z kozła.
— Mogą jej psy nie poznać, pobiegnę.
— Daj pokój, nic jej się nie stanie, a gotowaby ci jaką niegrzeczność znowu powiedzieć.
— Ależ to ziółeczko z tej kuzynki mojej!
— Najpoczciwsze serce.
— Tylko zepsute przez babcię i dziadunia.