Zapomniałem bowiem zupełnie o przyrzeczeniu danem staremu, że będę szukał złota; a on był tymczasem przekonany, że my tylko dlatego wyruszyli z domu i dlatego oczekiwał nas tak niecierpliwie. — Na zapytanie moje, nie wiedział jak odpowiedzieć, bo bał się zdradzić tajemnicę przed góralem, który nas wiózł. Dał mi tylko znak porozumienia oczami i dodał:
— No to, co wiecie.
— A — rzekłem przypomniawszy sobie, o co idzie — znaleźliśmy — ale nie wiele. Więcéj pokażę wam tu.
— Jakto? tu w Zakopanem?
— Tak.
Oczy starego zaiskrzyły się z radości.
— Więc tuby miało być ono. To mi nigdy na myśl nie przyszło. A być bardzo może — mówił daléj zamyślając się. Szukaliśmy daleko, a nie baczyliśmy na to, że może być blisko. Tylko jeżeli nas już kto uprzedził?
— O ile wiem, to nie. Przynajmniéj bardzo mało.
— Ale już ktoś wie o tem? — spytał przestraszony.
— Być może. Tylko nie umieją wziąść się do tego.