— I bardzo.

Staremu to się nie podobało. Chciwość złota już poczęła działać i złe skutki wydawać, stary Bartłomiej już własnemu zazdrościł synowi i nie rad był, że będzie musiał z nim dzielić się tajemniczemi skarbami. — Czyż w świecie nie tak się dzieje? Im kto więcéj ma, tem chciwszy i skąpszy się staje. Największa część jałmużny pochodzi z rąk ludzi niezamożnych.

Rad nie rad Bartłomiej, musiał zawołać syna i we trzech ruszyliśmy z domu. Bartłomieja zdziwiło, że zamiast iść do lasu lub w odludne miejsca, prowadziłem ich prosto ku kościołowi.

— Jakto, to tam? — spytał z niedowierzaniem.

— Tak.

— Ależ tam ludzie.

— Właśnie. Gdzie więcéj ludzi — tam więcéj pieniędzy.

— To możeby lepiéj w nocy? — zauważył ostrożny Bartłomiej.

— Dzień najsposobniejszy do szukania i zyskiwania pieniędzy — rzekłem — a potem zwróciwszy się do Jędrka, który w milczeniu szedł obok mnie i wzrokiem pełnym oczekiwania i zdziwienia patrzał na mnie — spytałem go:

— Ty tu podobno w tych stronach masz kawałek gruntu?