— Pracą, skromnością i oszczędnością.
— I nie trzeba będzie ani kilofa, ani siekiery, ani motyki?
— Owszem, wszystkiego tego będzie potrzeba.
— Nie rozumiem. Mówcie jaśniéj.
— Widzicie — rzekłem — ten dom po tamtéj stronie drogi.
— To dom Krzeptowskiego, co wybudował dla gości.
— I ten dom niesie mu spore zyski. Otóż jeżeli wy dom wasz z za rzeki, gdzie jest nieprzystępno i daleko, przeniesiecie tu lub zbudujecie nowy, będziecie mogli mieć takie same zyski. W taki sposób dobędziecie z téj jałowéj i nieurodzajnéj ziemi, która wam dotąd nic nie daje cząstkę już tych skarbów, które są w niéj zaklęte.
— Ej, — a to kpicie z nas i tyle — rzekł z oburzeniem Bartłomiej — to nieuczciwie.
— Obiecałem wam pokazać, gdzie są zaklęte pieniądze, które dobyć potrzeba i pokazuję.
— Co mi to za bogactwa, co kapaniną grosz po groszu zbierać trzeba. Bogactwo, to u mnie znaczy dukaty, cwancygiery, choćby kwartami.