Z początku handel szedł mi pomyślnie. Nowość wszędzie popłaca, ale osobliwie w tym kraiu, gdzie stróy tak się odmienia iak pogoda iesienna. Towary sklepu mego dawały ton w naypierwszych domach, a im dziwacznieysze były, tym bardziey się podobały damom. Już przychodziłem do znacznych kapitałów, ale co pospolicie ruynuie kupców, to i mnie zgubiło. Przyszedłem do ubóstwa, daiąc na kredyt takim, którzy wszystko stracili, i w tym stanie zostaiesz mię teraz, kochany przyiacielu”.

Ulitowawszy się nad losem kolegi, ponowiłem mu nadzieię przyszłego naszego szczęścia; a gdym go prosił, aby mi opisał mieszkańców kraiu tego, tak daley mówić zaczął:

„Miasto Modol iest u Wabadanów całym ich kraiem, bo w nim tylko znayduie się obfitość wszystkiego, wyiąwszy pracę, rzetelność i oszczędność, których szukać trzeba na wsi. Wielka część maiętnych Wabadanów dlatego lubi siedzieć w tym mieście, że tu o to się tylko stara, aby mieć różne zabawki. Jedni bawią się tym, co pochlebia ich wyniosłości, drudzy szukaią tego, co się zgadza z ich skłonnościami, inni żenią się i rozwodzą, inni tracą i facyenduią197, a wszyscy prawie mieszkaią, iedzą, mówią, stroią się i ekwipuią iak ten naród, który o kilkaset mil iest od Modolu. Zbytki, które ztamtąd198 wywożą, ruynuią ich dostatki i niszczą kray cały, tak iż praca nędznych wieśniaków nie wystarcza, aby dogodzić wszystkim ich wymysłom.

Płeć niewieścia w tym mieście gra naywiększą rolę. Wiele dam tuteyszych mimo wielowładności, którą maią nad płcią naszą, tak iednak są podległe modzie, swey wielowładney pani, iż tak despotycznie rządzi niemi, chociaż rozkazy iey bywaią częstokroć przeciw wygodzie, wdziękom i skromności. Modolanki miałyby sobie za krzywdę, gdyby używały sukien z materyi kraiowey. Wszystko, cokolwiek stróy ich składa, iest zagranicznym towarem. Nowość iest ich panuiącą skłonnością, dlatego wstydziłyby się wdziać na siebie tę suknią199, w którey ie widziano iuż ze dwa razy; a ta odmiana iest przyczyną, iż nie maią dotąd żadnego opisania stroiu, bo naylepsze pismo byłoby niedostatecznym. Jednego dnia noszą trzewiki płaskie, drugiego wysokie na piędź200 od ziemi. Raz głowa większa, drugi raz mnieysza. Boki czasem mniey wypukłe, czasem szerokość ich równa się prawie wysokości całey osoby. Zdaie się iednak, iż naywięcey maią do czynienia z włosami. Raz ie przystrzygaią, drugi raz nadstawiaią cudzemi, podwiiaią do góry, spuszczaią na dół, smaruią, posypuią, czeszą, kędzierawią201, maluią sadzą i wyrywaią.

Mimo tylu odmian na głowie na żadną iednak ieszcze nie natrafiły, aby im przypadła do gustu. Wstydząc się tych włosów, z któremi tyle korowodów robią, zasłaniaią ie chustkami, kapeluszami wielkiemi i małemi, podgiętemi i spuszczonemi na oczy, wstążkami, kwiatkami, kitkami, siatkami, kornetami, kapturami i kapturkami...

Co do kolorów, te koleią iedne po drugich staią się modnemi. Po białym, czarnym, żółtym i zielonym nastaie ciemny, iasny, blady, żywy i nie ma tak brzydkiey rzeczy, którey by kolor nie wszedł kiedyżkolwiek w modę. Przyczyna tego iest ta, iż każda Modolanka ma się za piękną i w samey rzeczy piękność iest u niektórych naypierwszą zaletą. Jak tylko iakiey panience zanosi się na urodę, nayprzód radość rodziców, powinszowania przyiaciół i podchlebstwa domowych dadzą iey do myślenia, że iest piękną i że uroda nie iest pospolitym przymiotem. Potym202 przystąpią zwierciadła, które iey tę prawdę podchlebniey203 ieszcze wytłumaczą. Na koniec chłopcy tak iak i nasi, powtarzaiąc często z wzdychaniem, ale tak głośno, aby ona słyszała: »Jakże ładna! Jakże świeża!«, przewrócą iey głowę. Rozumi204, że uszczęśliwić męża dosyć iest na tym, aby mieć urodę”.

Gdy mi kolega opowiedział przypadki swoie i opisał zwyczaie mieszkańców Modolu, ciekawy był także wiedzieć, co mi się zdarzyło od tego czasu, iak nas rozłączono w Sielanie. Rozmowa nasza trwała długo, zwyczaynie iak takich osob, które doznały rozmaitego losu. Kolega obmyślił dla mnie wieczerzą205. Posileni i ciesząc się wspólnie w naszych przygodach, gdy mię sen coraz bardziey zniewalać zaczął, udaliśmy się na spoczynek i zasnąłem tak twardo, iak na owey Górze Nadmorskiey Snu, gdyśmy przybili do Sielany.

Rozdział XVIII

Przez dwa dni po przybyciu moim do Modolu siedziałem w domu, nigdzie nie wychodząc, częścią dla spoczynku, częścią zaprzątniony różnemi sprawunkami, aby się oporządzić w iak naygustownieysze suknie, które nosić zwyczay był naówczas w Modolu. Zleciłem po większey części to staranie koledze memu, któremu daiąc pieniądze, zdziwiłem się, gdy mi powiedział, iż tam nie było zwyczaiu płacić kupcom za towar, dlatego aby biorąc od nich na regestr206, drożey przychodziło panom, albo też aby im przepadło u panów.

Niż207 mi przyniesiono, co potrzeba było do przyzwoitego ubioru, prosiłem mego kolegi, aby mię wprowadził do iakiego ogrodu, gdzie bym się przypatrzył z daleka mieszkańcom. Wchodząc postrzegłem (iak mi się zdawało) kilka stad ptaków z wielkiemi czubami i długiemi ogonami. „Coż to za ptastwo208?” — spytałem się. „Są to ptaszki — odpowiedział mi — zabawne i miłe, które zrzucaią z siebie piórka kilka razy na dzień. Niektóre z tych ptaszków wtenczas się ze snu budzą, kiedy słońce skłania się ku zachodowi. Dzielą się na różne stada. W iednym są same roztropne, w drugim płoche i lekkomyślne, w trzecim świergocące, w czwartym skubiące piórka swoie od rana do nocy...”. Domyśliłem się i z mowy, i bliżey przystępuiąc, że to były damy tego kraiu, których czuby i ogony czyniły podobne do ptaków. „Jak widzę — rzekłem do kolegi — nie iesteś przyiacielem płci, którą tak opisuiesz”. „To osobliwsza — odpowiedział — iż nigdy z umiarkowaniem mówić o niey nie można. Nikt nadto nie mówi, chwaląc cnotliwe kobiety, i nikt mało, ganiąc te, które nie są takiemi, iak być powinny. Co do ogonów, które noszą u sukień209 — rzekł daley — iest to znak, którym damy dobrego urodzenia różnią się od innych. Moda każe im nosić ogony, a ucinać koniom. Przyprawia, gdzie nie ma ogonów, a ucina potrzebne”.