Co moment wypróżniano tę salę z ludzi, których wynoszono innemi drzwiami i tyleż na mieysce ich przynoszono drzwiami, którędy ia wszedłem. Sześciu ludzi dźwigało wielkie dzbany z essencyami i mixturami, które rządca tey sali, zawiązane maiąc oczy, mieszał i dawał chorym. Skutek tego był osobliwszy. Jak tylko się napili, wielki fetor i hałas dał czuć w sali. Jedni dostawali biegunki, drudzy womitów, inni kaszlu, kichania, potów, gorączki, febry, maligny, kłucia... rządca cieszył ich270, że to iest dobrze. Pisał cóś iedną ręką, a drugą liczył pieniądze.

Widząc go zatrudnionego, wyszedłem do trzeciey sali, gdzie tych wynoszono, którym rządca iść kazał. Cóż za widok!... W całey moiey podróży nic mi się nie zdarzyło okropnieyszego iak to, com obaczył w tey sali. Sześć wielkich stołów było na śrzodku, a przy nich tyleż ludzi maiących ręce, twarz i fartuchy szkaradnie zbroczone krwią tych, których rąbali na ćwierci. Inni te ćwierci gotowali w kotłach i wymyte kości składali do kupy, aby pokazać, iak szkaradny iest człowiek po śmierci.

Nie mogąc wytrzymać fetoru i tak okropnego widoku, wyszedłem śpieszno z tey sali, maiąc się ku271 domowi. O kilka krokow ztamtąd272 usłyszałem w iednym domu wielkie stukanie na kształt stęp tłuczących sukno w foluszu273. Ciekawość mię wzięła spytać się, co by to było. Powiedziano mi, iż ten hałas robią prasy drukarskie, które chociaż zawsze iedną rzecz drukuią, nigdy iednak skończyć iey nie mogą, dlatego iż wiele autorów tym się tylko bawi, aby z małych xiąg robili wielkie, a z wielkich małe. A że się tylko same tytuły i przedmowy odmieniaią, dlatego trafia się pospolicie, iż tytuł, przedmowa i dzieło nie maią z sobą żadnego związku.

Byłem iuż blisko domu, gdym usłyszał wielką wrzawę ludzi kłócących się z sobą. Rzuciłem okiem w tę stronę, zkąd274 wychodził hałas i obaczyłem napis na domie: Sprawiedliwości. Zdięty ciekawością oglądania, iakim sposobem w tym kraiu odprawuią się sądy, wszedłem do tego domu, a przypatrzywszy się poznałem, iż sądy tego kraiu, chociaż nie we wszystkim, w wielu iednak rzeczach są podobne do naszych. Patronowie tak szarpią sławę osób przeciwney strony w induktach, tak wikłaią sprawę, czyniąc wybiegi prawne, i tak się bogacą iak u nas. Sędziowie zaś starzy mimo nieznośnego ich hałasu drzymaią, a młodzi przez cały czas rozprawiaiąc o tym, czym się bawili wczora, nie maią czasu słuchać tego, co im prawią patrony. Instancye suszą im głowę niewywczasowaną po późney uczcie. Listy rekomendacyonalne przypominaią im obowiązki przyiaźni i interesu, a wdówki i panienki, które się kłaniaią, ciągną za sobą większą część serc miłosiernych.

Powróciwszy do domu, opowiedziałem koledze wszystko, co mi się zdarzyło widzieć. Ten, odmieniwszy zdanie, które miał przedtym o naukach, tym sposobem mówić do mnie zaczął: „Ludzie w tym kraiu chwytaiący się nauk są dwoiakiego gatunku; jedni, którzy się ubiegaią za odrobinami rzeczy niepożytecznych społeczeństwu ludzkiemu, tak iak my i nasi nauczyciele w Sączu, drudzy, którzy prace i przymioty swoie poświęcaią na to, aby ich umieiętność stała się użyteczną oyczyźnie. Tych liczba przedtym była tak mała, iż ich prawie nie znano w kraiu. Ale od wstąpienia na tron Sagelima, monarchy kochaiącego nauki, nastąpiła odmiana w całym narodzie. Sagelim wszelkie starania swoie przykładaiąc do tego, aby kray uszczęśliwił, sciągnął275 do dworu swego ludzi maiących pożyteczne przymioty; a zachęcaiąc ich częścią przykładem swoim, częścią nadgrodą bustów, obrazów i medalów, odmienił gust i sposób myślenia w narodzie. Sapauso, pierwszy powstaiąc przeciw zepsutey wymowie i odważnie pracuiąc około przywrócenia pożytecznych nauk, zasłużył sobie od tego monarchy na wieczną pamiątkę, która go przeszle276 do potomności. Sallirim, pierwszy wskrzeszaiąc [poezję] oyczystą i pracowicie piszący dzieie narodu swego, stał się godnym wielkich łask Sagelima, którego panowanie wsławia swą uczoną pracą. Milorim, słodkim swym wierszem i prozą przechodzący wszystkich, iest wzorem szczęśliwych wyrazów i dobrego pisania. Maią iuż Modolanie wiele dzieł pożytecznych w swoim ięzyku i chociaż są tacy, którzy ich nie lubią czytać, dlatego że się przyuczyli do czytania tych tylko xiążek, które im przywożą z modami, może iednak to nastąpić z czasem, iż nie będą ieździć po rozum o kilkaset mil od Modolu”.

To, co mi kolega mówił o Sagelimie, wzbudziło we mnie ciekawość, abym oglądał iego oblicze. Prawda, iż ten monarcha i z oświecenia, i z natury łaskawy, daie do siebie przystęp łatwy każdemu, ale postać iego wspaniała i sama łagodność, którą każdemu okazuie, zatrzymała mię w winnych obrębach czci ku takiey osobie. Nie maiąc ani tyle czoła277, ile widziałem w tych, którzy mu się przykrzą, aby ich obsypywał łaskami, ani tyle próżności i impostury, abym się szczycił, sposobem współkolegów moich awanturników, żem był przypuszczony (iak oni piszą o sobie) do łaski i ścisłey konfidencyi monarchów, przyznam się, żem z nim nigdy nie mówił.

Ale przestaiąc na wewnętrznym szacunku przymiotów iego umysłu i serca, ciekawy byłem przynaymniey oglądać iego pokoie. Gdym wszedł do pierwszego, obaczyłem w nim piękne obrazy, a nie wiedząc, co by znaczyły, spytałem się iednego z przytomnych278, którego skromność i powierzchowne ułożenie oznaczało człowieka niepospolitego rozumu. Ten widząc, żem był cudzoziemcem ciekawym poznać to, co honor czyni iego narodowi, odpowiadał mi dostatecznie na wszystkie zapytania; dowiedziałem się od niego, iż te obrazy wyrażały różne części miasta Modolu, które uczona ręka tak dobrze potrafiła, iż dziwić się potrzeba było sztuce. A to daiąc okazyą dalszey rozmowie naszey, opowiedział mi, iż Sagelim przyciągnął do siebie zagranicznych malarzów i założył kosztem swoim szkołę, aby w niey kraiowa młodzież cwiczyć279 się mogła w umieiętności rysunku i rzeźby.

Przewodnik móy, prowadząc mię wszędzie, pokazywał staraniem Sagelima poczynione w pokoiach odmiany. Ten, który miał w sobie obrazy dawnych królów tego narodu, zastanowił ciekawość moią. Ale przewodnik, prowadząc mię do innego, zdawał się naybardziey wzbudzać we mnie chęć oglądania. Pokóy ten miał w sobie obrazy iakiegoś rycerza, który na czele woyska swego potykał się z nieprzyiacielem. „Oto — rzecze — król nasz, poprzednik Sagelima, który kray ten i sąsiedzki odbroniwszy od nieprzyiaciela, uczynił imię swoie nieśmiertelne, a królestwo nasze ogromne nieprzyiaciołom. Wyrok rozrządzaiący państwami wyniosł w górę sąsiedzkie, a skłonił do upadku nasze. Uczyniwszy nas bezsilnemi dla niezgody domowey, zatrwożył wszystkich umysły i osłabił serca. Sagelim, stawiaiąc nam przed oczy w tych obrazach wzory starożytnego męstwa, chciałby wzniecić w sercu każdego obywatela cnotę ziomka i monarchy swego, którego tu widzisz bohatyrskie czyny”.

Wprowadził mię na koniec przewodnik móy do wielkiey sali, która była pustą. Drzwi iey zalazłe paięczyną i krzesła zakurzone ocierano z wielkim pośpiechem, a posadzkę zbutwiałą, którey szparami puszczała się trawa, poprawiano z pilnym staraniem. „Ten gmach — rzekł do mnie — iest mieyscem, gdzie się zgromadza naród. Zaniedbany od lat kilkudziesiąt, gdy opuszczony groził upadkiem, Sagelim ocalił go roztropnością swoią i stara się przyprowadzić do dawney ozdoby”. Wyliczaiąc mi potym280 inne starania tego monarchy, przydał, iż chwałę imienia swego na tym szczególnie zakłada, aby historya iego panowania była pamięcią łaskawości, poprawy praw, rządu i wskrzeszenia nauk, a nie iak innych królów epoką klęsk i krwie niewinney rozlania.

Rozdział XXI