Wstrzymać się nie mogłem od radości, widząc to przygotowanie do życia wieyskiego. Wnosiłem sobie i nienadaremnie, iż przestaiąc na tak szczupłych potrzebach, serce iey nieskażone chciwością odmian i dziwactw wielkiego świata znaydzie siebie uszczęśliwienie w zaciszu wieyskim i życie to, nudne dla osób przyuczonych do zgiełku, będzie iey miłe, gdy tym sposobem umie się zabawić. Przyłożyłem się także z moiey strony do tego przygotowania na wieś, biorąc z sobą dzieła Konarskiego, Krasickiego, Naruszewicza, Karpińskiego, Kluka, Osińskiego o rudach krajowych i fizykę, prawo polityczne, prawo cywilne...
Pierwszych trzech autorów pisma poznawszy ieszcze w domu siostry moiey, zdawało mi się, że w pierwszym widziałem owego Sapausa, który pierwszy pracował w Modolu około poprawy wymowy i przywrócenia do kraiu pożytecznych nauk. W drugim owego Miloryma, który był wzorem iasnych wyrazów i dobrego pisania. W trzecim owego Sallirima, który pierwszy wskrzesił poezyą kraiową i pisał chwalebnie dzieie narodu swego. Praca tych mężów zdobi teraz biblioteczkę moią i iey przypisuię gust, który zabrałem do czytania xiążek w polskim języku.
Pierwsze dni mieszkania na wsi bywaią pospolicie przykre. Ale żona moia, nienauczona nudzić się w Warszawie, dlatego iż od dzieciństwa włożyła306 się w pracę, która zatrudniała iey myśli, nie doznawała tęsknoty, która pospolicie wypędza ze wsi damy przyuczone do życia na wielkim świecie. Co większa, z odmianą życia nie odmieniła bynaymniey wesołego humoru. Gospodarstwo domowe, muzyka i czytanie xiążek, sposobiących ią do przymiotów dobrey w przyszłym czasie matki, były dla niey rozrywką nierównie milszą iak nudne gadanie o stroiach, pieskach i teatrze.
Zostałem pomieszkanie szczupłe i niewygodne w oficynie, którą świętey pamięci matka moia kazała zbudować, opuściwszy dom murowany, gdzie po śmierci oyca mieszkać nie mogła dla strachow. Naypierwszym moim staraniem było poprawić ten dom, który nie tak dawnością, iako bardziey zaniedbaniem był spustoszony. Gdy iuż kończono posadzkę i w krótkim czasie miałem się sprowadzić, Pani Starościna, sąsiadka nasza, co rok dla zdrowia ieżdząca za granicę, powróciwszy ze Spa, raczyła nas odwiedzić. A iako dama dobrego gustu przewieść na sobie nie mogła307, aby mi nie wytknęła wad osobliwszych, które ią uderzyły w oczy, dom móy oglądaiąc308. Kazałem powiększyć drzwi i okna i przenieść ie z iednego mieysca na drugie, co odmieniaiąc wewnętrzne rozrządzenie, trzeba było dom cały z gruntu prawie przerabiać309.
Łaskawe sąsiedztwo żyło z nami w przyiaźni, co dzień nie byłem bez gościa, ale co dzień musiałem coś na uwagę gościa w domie310 przerabiać. Łamałem mury, chcąc wszystkim dogodzić, i przenosił z mieysca na mieysce drzwi, okna i kominy, które wkoło obiechawszy, wracały znowu na dawne mieysce, gdy na koniec Pani Czesnikowa, wielka przyiaciółka nieboszczki matki moiey, opowiedziawszy mi hystoryą o strachach, które widywała w tym domie, radziła mi, abym poprzestał kosztu, przypisuiąc zwłokę w dokończeniu przeszkodzie pochodzącey od strachów.
„Nie ma większey przeszkody do wykonania zamysłów naszych — odezwała się na to siostra — iak gdy wszystkim się staramy dogodzić...”. Usłuchałem iey rady i w iednym roku skończyłem pomieszkanie. Prawda, iż przyiaciele upatruią w nim wady, ale gdybym był obierał żonę i stawiał dom według ich zdania, trafiłbym był może iak ci, co się rozwodzą albo co całe życie buduią, a nie maią gdzie mieszkać. Bayka o młynarzu311 uczy każdego, iak trudno iest wszystkim dogodzić. Powtarzam często sobie to co on, błąd swóy uznawszy:
„Odtąd niech mi kto iak chce co nagania,
Niech czy odwraca lub też do czego nakłania.
Za moią głową póydę, choć by mię kto winił”.
Zrobił młynarz iak myślił312 i dobrze uczynił.