Gdym się oswobodził z tey skoiarzoney miłości, interes przyiaciela mego wprowadził mię w dom iednego bogacza, który żyiąc z lichwy, rozumiał, iż bogactwa są naywiększym uszczęśliwieniem człowieka. Wiedział on, żem był młodzianem i dosyć maiętnym. A że pospolicie każdy iest łatwy w przysłużeniu się komu innemu sługą, którego dobrze nie zna, i żoną, z którą mieszkać nie będzie, przekładał mi partyą bogatą iedney wdowy, która za każdy dziesiątek lat swoich zapisywała mi sto tysięcy, co by uczyniło sześćkroć siedmdziesiąt tysięcy. Przyznam się, iż nie myślałem, iak wielu, którzy młodość poczytuią za wielkie powaby do stanu małżeńskiego. Ale nierówność wieku, a nawet i maiątku dały mi do myślenia, iż za tym idzie różność w skłonnościach, zrzódło299 niezgody i nieuszczęśliwienia.

Odmówiłem wdowie, nie chcąc, aby dla moiey miłości dzieci iey były tak nieszczęśliwe, iak ia i siostra moia dla naszego oyczyma. Może, iż nowe wdzięki, które mię uięły za serce, dopomogły mi do tey rezolucyi. Bywaiąc często w domu Pani Starościny, powziąłem serce ku iey siestrzenicy i tak iuż szaleć zacząłem, iak ci wszyscy, którzy się pierwszy raz kochaią. Miłość z siebie samey dosyć mię czyniła nędznym, dopieroż bardziey, gdy przystąpiła do niey zazdrość. Im bardziey postrzegałem oboiętność ku mnie tey, którą kochałem, a grzeczność ku drugim, tym większe czułem dręczenie serca. W tym stanie widząc mię przyiaciel móy, który często bywał w domu moim, gdym przed nim wynurzył wszystkie skrytości serca, tak do mnie mówić zaczął:

„Są, którzy się żenią bez miłości, na kształt sytych, którzy siadaią do stołu w nadziei, iż im przyidzie apetyt. Są przeciwnie tacy, którzy iak W. Pan, zapaliwszy serce miłością, wzniecaią coraz bardziey ten ogień, aż się na koniec zapala i głowa; a z tego pożaru wyrwane serce tym prędzey stygnie, im bardziey przedtym300 pałało. Jedni żenią się z kochania, drudzy z powodow przyzwoitości, inni nie wiedząc, co robią, inni na koniec nie wiedząc, co maią robić. Ten, który się żeni z ślepey miłości, nie widząc tego w swoiey kochance, co cały świat w niey upatruie, widzi potym301 nierównie więcey, iak inni przedtym w niey upatrywali. Szuka kto posagu? Nie żeni się, ale handel prowadzi. Szuka ładney i młodey żony? Nie żeni się, ale dom swóy otwiera dla przyiaciół. Szuka pięknego imienia? Nie żeni się z przyiacielem, ale z swoią dumą. Starzec bierze młodą? Nie żeni się, ale czyni z siebie igrzysko ludziom i żonie, która nim gardzi. Młody bierze starą? Nie żeni się, ale zdaniem młodych szaleie. Kto się żeni, obiera sobie przyiaciela z skłonności, nie z interesu, a to wtenczas się dzieie, kiedy oboie wspólnie się szukaiąc, znayduie iedno w drugim równość wieku, imienia, maiątku i skłonności.

Co do mnie — rzekł daley — nie chciałem ani tak nagle szukać żony, iak ci, którzy się młodo żenią, dlatego iż ożenienie iest u nich głupstwem, które wiek tylko młody wymawia przed światem, ani tak długo rozważać, iak starzy kawalerowie, którzy chcąc dobrze obrać, siwieią na koniec bez żony”.

Ta mowa przyiaciela, obudziwszy mię właśnie iak z letargu, pomogła do tego, żem oswobodził serce z miłości ku tey, do którey wzdychałem, nie będąc kochanym, a uszczęśliwienie moie maiąc za naypierwszy zamiar w postanowieniu, znalazłem żonę, nierówną (iak przyiaciele sądzili) co do maiątku, ale podobną do mnie co do sposobu myślenia i dosyć na tym, żem z nią zupełnie szczęśliwy.

W początkach pobrania się naszego ubolewali przyiaciele częścią nade mną, częścią nad żoną moią, znayduiąc wiele nieprzyzwoitości w postanowieniu naszym. Jedni dawali mi do zrozumienia, że nie miała dosyć edukacyi, drudzy, że iey nadto miała; ci nie znaydowali w niey żywości i wdzięków, które by wyrównywały iey urodzie, tamci żałowali mię, że iey żywość i uroda przyprawi mi rogi. Młodzi przypisywali roztropność żony surowości moiey i zbyteczney straży, śmiali się ze mnie, iak z człowieka bez doświadczenia, żem nadto ufał żonie. „Kochanko! — rzekłem do niey w kilka dni po ślubie — szczupły nasz maiątek nie wystarcza na takie życie, iakie dotąd prowadziemy”. A gdy zmieszana temi słowy spytała się, iakim by sposobem zaradzić temu można? proponowałem iey302 wyiazd z Warszawy i mieszkanie na wsi, gdzie przy oszczędności i gospodarstwie poprawić można stan uszczuplonych intrat303.

Nie wiem, co by na to powiedziały bardziey do Warszawy niż do mężów swych przywiązane żony. To pewna, iż moia nie dostała ztąd304 ani migreny, ani spazmów, ani waporow, owszem, oświadczaiąc mi, iż miała sobie za naywiększe uszczęśliwienie dzielić ze mną los, iaki się zdarzy, utwierdziła mię w zdaniu, które miałem, staraiąc się o nią, iż nie mieysce, ale sposob wychowania czyni złe albo dobre żony.

Gdy się wieść rozeszła o wyieździe naszym z Warszawy, starali się przyiaciele wszelkiemi sposobami, aby nas odwieść od tego. „Szkoda tych przymiotów — mówił Pan Szambelan — aby ie grzebać na wsi”, a z litości nad losem żony moiey podawał iey proiekta do rozwodu, stawiąc przed oczy perspektywy lepszego szczęścia. Naybardziey iednak damy, tkliwe na nieszczęścia, które się płci naszey zdarzaią, ubolewały nade mną, żem powracał na wieś dla częstych gości, których żona moia miewała u siebie.

W wilią wyiazdu mego spytałem się żony, czego by sobie życzyła z Warszawy dla rozrywki na wieś, ofiaruiąc iey 500 czerwonych złotych na różne sprawunki. Chociaż wyprawa, którą wzięła z domu, wystarczać iey mogła na lat kilka, wiedziałem iednak, iż potrzeby kobiece, a osobliwie żądania nowych mężatek, nie maią nigdy końca.

Rozumiałem, że kanarki, gile uczone, pieski, myszy białe, klatki, pudełka, arfy, gitary tak mi zabierą mieysce w powozie, iak owemu nieborakowi w Satyrze modney żony, alem się zdziwił, gdy zamiast tych fraszek trzy tylko pudła obaczyłem w przedpokoiu. W pierszym był fortepian roboty Wierzbowskiego, w drugim papiery muzyczne, w trzecim xiążki francuskie, między któremi nie znalazłem ani romansów, ani dzieł teatralnych, oprocz xiążek niewinnych w tym rodzaiu pani de Genlis305.