Nie szumiały nam słodkie topole jesienne,

Nie pachniały nam noce ciemne i bezsenne,

Nie kołysał nas wicher, gdy szarpał powietrze,

Ani nawet kwiateczki od obłoczków bledsze,

Nie wiły dla nas wieńca na gorące skronie...

Nikt koni nie zatrzymał w nowogrodzkiej stronie...

Burzliwy potok wieku porwał nas, wychował,

Koń groźny pędził z nami i serca stratował,

Jak upiór nas wystraszył, nim zginął, jak Gustaw...

Wdychaliśmy krwi wiele — krew mamy na ustach!