Piotr

Kiedy nad brzegiem ciemnego jeziora,

Które mnie głębią nęciło ogromną,

Rzucałem sieci onego wieczora,

Światłość ujrzałem straszną i cudowną.

On — śród obłoków i płomieni wieńca

Stąpał po wodzie kłębiącej się wrzątkiem.

Twarz moja ślady straciła rumieńca,

Gwiazdy pogasły, jak przed dnia początkiem.

I naglem słowa usłyszał szepnięte: