— Niech będzie niebo błogosławione! — zawoła Sancho na ten widok — raz przecie w życiu napatoczyła się nam korzystna przygoda — i szukając dalej, znalazł album93 bogato oprawne.
— To zatrzymuję dla siebie — rzecze Don Kichot — pieniądze zaś weź sobie, Sancho.
— Bardzo dziękuję jaśnie wielmożnemu panu — odpowiedział tenże, całując ręce rycerza i schował wszystko do swego tłumoczka.
— Zapewne, Sancho — rzecze Don Kichot — ktoś zabłąkał się w tych górach i złodzieje, zamordowawszy go, zagrzebać musieli pomiędzy skałami.
— To być nie może, panie — odpowiedział Sancho — złodzieje nie zostawiliby pieniędzy.
— Masz słuszność — odpowie Don Kichot — sam nie wiem teraz, co to być może, ale czekaj, bez wątpienia znajdziemy w tym album objaśnienie tego wypadku. Jakoż otworzywszy je, rycerz znalazł pięknie napisany sonet, który głośno czytać zaczął:
Albo miłości braknie rozeznania,
Lub ma za wiele w sobie okrucieństwa,
Lub błąd mój nie jest powodem męczeństwa,
Która94 mi serce szponami rozrania.