Wkrótce całe towarzystwo połączyło się i każdy winszował Sanchy, że znalazł osła, a Don Kichot ponowił mu obietnicę darowania trzech osłów.

Gdy nasz rycerz z giermkiem naradzali się, proboszcz rozmawiał z Dorotą, chwaląc jej dowcip i zręczność, jakich dała dowody. Dorota odpowiedziała, że czytając dużo rycerskich romansów, znała ich styl, lecz zupełna nieznajomość geografii zmusiła ją wylądować w Osunie. Następnie mówili o łatwowierności Don Kichota, który wszystkiemu, co nadzwyczajne, natychmiast wierzy, a to tym dziwniejsze, że nasz rycerz w każdym innym przedmiocie posiadał wiele wykształcenia i wyrobionego smaku.

Don Kichot, oddaliwszy się znów od reszty podróżnych, rzecze do Sanchy:

— Przyjacielu, powiedz mi, jak zastałeś Dulcyneę, co robiła, co jej mówiłeś i jak ci odpowiadała, z jakim usposobieniem przyjęła mój list i kto go przepisywał, na koniec mów mi wszystko, ażebym wiedział, jak rzeczy stoją.

— Panie! — odpowie Sancho — prawdę mówiąc, nikt nie przepisywał listu, gdyż go nie wziąłem wcale.

— Masz słuszność — rzecze na to Don Kichot — we dwa dni po twym odjeździe znalazłem karteczki i sądziłem, że wrócisz po nie.

— Byłbym to uczynił — rzecze Sancho — gdybym listu nie umiał na pamięć, podyktowałem go jakiemuś zakrystianowi, który przepisawszy go, niezmiernie się nad pięknością stylu unosił i przysięgał, iż w życiu swoim nic podobnego nie czytał, chociaż odebrał najmniej z tysiąc ogłoszeń o pogrzebach i różnych ekskomunikach.

— A pamiętasz go jeszcze? — rzecze Don Kichot.

— Nie, panie — odpowie Sancho — jak tylko zobaczyłem, że już napisany, wziąłem i zapomniałem tamten zaraz, pamiętam tylko o tej długiej podziemnej damie, a także i koniec: Twój do grobowej deski Rycerz Posępnego Oblicza, i wreszcie ochapia mi się coś, że w środku było ze trzysta razy o duszy, życiu, oczach i miłości.

Rozdział IV