Nazajutrz Anzelm, pod pozorem odwiedzin jednego z przyjaciół wyjechał konno, ale wnet wrócił i ukrył się w pokoju żony, gdzie mu aż nadto czasu do umieszczenia się dały przezorne Kamilla i Leonella. Te dwie zacne osoby, skracając nareszcie męki straszliwej niepewności człowieka, który oczekuje wyroku pozbawiającego lub wracającego mu honor, weszły do pokoju. Kamilla z przeciągłym westchnieniem odzywa się do Leonelli:
— Ach! nie wiesz, droga przyjaciółko, w jakim zamiarze wzięłam sztylet od męża; może, zamiast przyprowadzić go do skutku, lepiej zrobiłabym przeszywając serce w tej chwili, lecz przede wszystkim chcę wiedzieć, czy moja słabość i ułomność upoważniła Lotariusza do zuchwałej obrazy i krzywdy nad wyraz, którą wyrządził mnie i najlepszemu z przyjaciół. Wyjrzyj, czy nie przechodzi ulicą, sądzi zapewne, że to jest chwila przyjazna dla jego niecnej namiętności. Ale zawiedzie się, podły, przekona się, jak jego zamiary są różne od jego nikczemnych zamysłów.
— Pani! — rzecze podstępna Leonella — co chcesz uczynić na Boga! z tym sztyletem? Chceszże zabić się, czy zabić Lotariusza? Nie biegnieszże zawsze do zguby? Lepiej jest ukryć zniewagę i nie dozwalać mu przybywać w chwili, kiedy jesteśmy same. On jest zaślepiony namiętnością, a my kobiety słabe! Nim zdołasz się zemścić, czyż możesz przeszkodzić nowej zniewadze, której trzeba się więcej lękać niż utraty życia? Jeżeli go zabijesz, cóż uczynimy? bo wiem, że taki jest twój zamiar.
— Niech Anzelm czyni, co chce — odpowiedziała Kamilla — do mnie należy zemsta; zdaje mi się, że ta zwłoka czyni mnie współwinną, przyśpieszę ją dla ocalenia swego honoru i sławy męża.
Tysiące myśli snuło się po głowie ukrytemu Anzelmowi, już był gotów wyskoczyć z ukrycia i ocalić życie przyjacielowi. Ciekawy jednak, jak daleko Kamilla posunie swoją zawziętość, postanowił zapobiec nieszczęściu dopiero w ostatniej chwili. Tymczasem Kamilla upadła na łóżko pod wpływem gwałtownego wzruszenia, a Leonella jęczała z rozpaczy, jak przy łożu konającej; tak to wszystko doskonale i wymownie było kłamane, iż rzekłbyś, że ta jest najnieszczęśliwsza, a jej pani najniewinniejsza z kobiet. Kamilla, przychodząc wreszcie do siebie z udanego omdlenia, rzekła:
— Dlaczegóż, Leonello, nie idziesz zawołać tego zdrajcy? Niech przybywa w ten moment, aby druga siła nie pozbawiła mnie siły do zemszczenia się, niechaj to gwałtowne pragnienie nie rozprasza się w bezskutecznych słowach.
— Biegnę — rzecze Leonella, ocierając łzy — ale oddaj mi ten sztylet.
— Idź, idź, Leonello — mówiła Kamilla — nie obawiaj się; poprzysięgłam zemstę; umrę, ale pierwej pocieknie krew Lotariusza na zagładę krzywdy mojej.
Leonella wahała się, nie chcąc opuścić pani; wyszła dopiero, zwyciężona ustawicznym naleganiem. Kamilla, zostawszy sama, w bezprzytomnym uniesieniu zaczęła wielkimi krokami chodzić po pokoju, upadła na łóżko pod brzemieniem cierpień i głośno wyrażała straszną walkę wewnętrzną.
— Nie! nie! — wołała — wahać się nie będę, zginie! moje łzy gorące zapłaci życiem, nie będzie się bezkarnie pysznił, że chciał znieważyć Kamillę.