Mówiła to, biegając po pokoju, sztylet błyszczał w jej ręku, a łzy w oku, mowę swoją zaprawiła takim wyrazem rozpaczy, że cały świat uwierzyłby jej kłamstwu. Anzelm, świadek tej sceny, już się zrzekł wątpliwości, jaką doniesienie Lotariusza zrodziło w jego umyśle, drżąc o niebezpieczeństwo przyjaciela i żony, chciał już wyjść z ukrycia, gdy weszła Leonella, trzymając za rękę Lotariusza. Zaledwie Kamilla go ujrzała, krzyknęła:

— Stój, Lotariuszu! nie postępuj dalej kroku, bo tym sztyletem przeszyję sobie łono. Znaszże mnie dosyć, znasz dość Anzelma? odpowiedz szczerze.

Lotariusz, domyślając się zamiaru Kamilli, nie zdziwił się takim obejściem i przychodząc w pomoc zamysłom swej kochanki, odpowiedział:

— Nie dlatego zapewne mnie przywołałaś, piękna Kamillo, aby mówić do mnie w podobny sposób, sądziłem się szczęśliwym; a jeżeli nie chciałaś dotrzymać danego mi słowa, należało raczej uprzedzić mnie, niż stawiać zasadzkę, robiącą krzywdę i twojej dobrej wierze, i szlachetności uczuć moich. Odpowiem ci jednak, że znam od dziecinnych lat Anzelma, nie będę ci mówił o przyjaźni naszej, trzeba było gwałtownej miłości, aby podeptała jej prawa, miłości mocniejszej nad wszystko. Gdybym ciebie zaś nie znał, droga Kamillo, byłbym spokojny i bez winy...

— Jeżeli znasz mnie i Anzelma — wykrzyknęła Kamilla — dlaczegóż pogwałciłeś święte obowiązki przyjaźni, których Anzelm wiernie ci dotrzymywał, i jak śmiesz stawić się przede mną, równie jak on pokrzywdzoną? Co myślałeś o mnie, wyjawiając mi swą występną miłość? co ci dało prawo przypuścić, abym mogła bez oburzenia patrzeć na pogwałcenie przyjaźni? śmiałżeś sądzić, że ta nikczemna ofiara mnie wzruszy? Nie, szukać muszę innej przyczyny twojego postępowania, może nie dość byłam ostrożna przy tobie, nie czując tego zbytecznej potrzeby, może źle sobie tłumacząc swobodę postępowania mojego, wziąłeś ją sobie za zachętę. Powiedz, nikczemny, czym obudziłam twoje nierozmyślne nadzieje? znalazł żeś mnie skłonną do słuchania kiedykolwiek bez wzgardy twoich oświadczeń, do przyjęcia darów? Mam sobie do wyrzucenia, żem cię nie dość ukarała, moja łagodność cię rozzuchwaliła i gdybym tylko swoją powolność miała sobie do wyrzucenia, już sądziłabym się winną; nim poniosę karę, nim umrę, giń ty pierwej! chcę zemsty, chcę twojego życia!

To mówiąc, rzuca się na Lotariusza z udaną wściekłością, która jego samego omamiła; potrzebował całej siły i zręczności, aby uniknąć zabójczych razów. Kamilla odmalowała wściekłość tak żywymi kolorami, że niepodobna było nie uwierzyć, nie wahała się dostarczyć własnej krwi dla większej prawdy obrazy.

Widząc, że nie pokona przeciwnika, Kamilla zaniechała walki, mówiąc: żyj więc, gdy nie jestem dość mocna, aby cię życia pozbawić, ale nie przeszkodzisz mi dokonać zemsty nad sobą, i wyrywając się z rąk Lotariusza, zadaje sobie raz nieszkodliwym sztyletem, pada zemdlona, a krew się broczy po jej białym ramieniu. Lotariusz i Leonella na widok krwi nie wiedzieli, co począć; pobiegli z przestrachem i podnieśli Kamillę; znalazłszy jednak ranę lekką, w osłupieniu podziwiali zręczność i sztukę tej kobiety. Dla dopełnienia tego obrazu i nadania mu większej jeszcze prawdy, Lotariusz w rozpaczy złorzeczył losowi, obarczał wyrzutami tego, który był przyczyną nieszczęścia, z wyrazem tak dobrze kłamanym, że chcąc nie chcąc, trzeba go było żałować. Leonella przeniosła swą panią na łóżko i błagała Lotariusza, aby przyprowadził felczera, radząc się zarazem, co wypada powiedzieć Anzelmowi, gdyby zastał żonę cierpiącą.

— Zrób, co ci się zdawać będzie, w moim obłąkanym umyśle nie znajduję teraz rady dla siebie, tym mniej dla innych; zatamuj krew przynajmniej, żeby nie uszła. Ja chciałbym się skryć pod ziemię.

To mówiąc, wyszedł wzruszony. Leonella z łatwością zatamowała krew, rana była nieznaczna. Leonella mówiła tyle cudownych rzeczy, opatrując Kamillę, że niepodobna dziwić się Anzelmowi, iż z dumą porównywał w myśli swoją małżonkę z Lukrecją. Kamilla obumierającym głosem szerzyła skargi na los, który nie dozwolił jej dopełnić zemsty i nie przestawała sobie czynić wymówek, że pozostała przy życiu.

— Czy mam zawiadomić Anzelma o tym, co zaszło? — zapytała.