Powróciłem do Konstantynopola w następnym roku, Don Juan wziął Tunis, i osadził na tym królestwie Mulej-Hameta w miejsce Mulej-Hamida, najwaleczniejszego, a razem najdzikszego z Maurów. Ta klęska zniewoliła sułtana do polityki zwyczajnej Porcie i zawarto pokój z Wenecją, żywo przez obie strony upragniony. W roku 1564 Turczyn zaczął oblegać Goletę i szańce wzniesione przez Don Juana pod Tunisem. Podczas tych wypadków wojennych ja pędziłem żywot przykuty do wiosła, bez żadnej nadziei wyzwolenia się przez okup, bo postanowiłem nie uwiadamiać ojca o swoim nieszczęściu.

Na koniec chrześcijanie utracili Goletę i twierdzę Tunisu, którą obległo sześćdziesiąt pięć tysięcy regularnego żołnierza tureckiego, a czterykroć sto tysięcy Maurów i Arabów z różnych stron Afryki przybywało w pomoc, obok wielkiej mocy rynsztunku, narzędzi wojennych, osady okrętowej i pionierów, tak, że dawno nie widziano tak ogromnych sił razem zgromadzonych. Goleta, uchodząca za niezdobytą, wzięta szturmem. Turcy, znalazłszy mieliznę z jednej strony, wznieśli wał z worów z piaskiem, wyższy od murów twierdzy, i rozpoczęli ogień z góry, wtedy obrona była niepodobna. Ci, którzy utrzymują, że nasi popełnili błąd, broniąc się w szańcach, zamiast zrobić wycieczkę w gołe pole, dowodzą, że albo tam nie byli, albo mają mało doświadczenia wojennego. Bo jakże siedem tysięcy ludzi stawić mogło czoło tłumom i obronić dwa miejsca odosobnione? jakaż twierdza najobronniejsza ostać się może fanatycznym tłumom, walczącym na swojej ziemi. Ja uważałem stratę Golety za szczególną łaskę Boga, wyświadczoną Hiszpanii. Byłby to przytułek dla złoczyńców, który nie potrafiłby zapłacić kosztów zachowania i obrony, chyba świadectwem obrony Karola V, tak, jakby ten monarcha potrzebował tej kupy gruzów do utrwalenia!

Twierdzę wzięto, ale zwycięstwo kosztowało Turków dwadzieścia pięć tysięcy żołnierza w dwudziestu dwóch szturmach. Oblężeni walczyli z męstwem, trzystu ranami okrytych bohaterów pozostało przy życiu. Mała forteczka wśród jeziora, broniona przez Don Juana Jonaguera, walecznego żołnierza Walencji, kapitulowała. Don Pedro Puertocarreo, komendant Golety, odznaczył się męstwem. Wzięty do niewoli, w drodze do Konstantynopola umarł ze zmartwienia. Dostał się także do niewoli komendant twierdzy, Gabrio Cerbellon, kawaler mediolański, doskonały inżynier i wielkiej waleczności osobistej rycerz.

Zginęło tam mnóstwo znakomitych rycerzy; między nimi Pajan de Oria, kawaler zakonu świętego Jana, dziwnej szlachetności i wielkości duszy, których dowiódł uczynkiem dla brata swego Andrzeja de Orii. Powierzył się Arabom po zdobyciu twierdzy. Ci zdrajcy zobowiązali się przeprowadzić go w ubiorze mauretańskim do Tabarca, osady genueńskiej, gdzie rybacy tego miasta łowią korale; ale zamiast dotrzymać obietnicy, ucięli mu głowę i ponieśli swojemu dowódcy, który, trzymając się hiszpańskiego przysłowia, że zdrada się podoba, ale nie zdrajca, kazał ich wszystkich powiesić za to, że nie przyprowadzili de Orii żywcem.

Pomiędzy chrześcijanami, wziętymi do niewoli w twierdzy, był niejaki Don Pedro d’Agiular z Andaluzji, waleczny chorąży, bardzo zdolny do wiersza. Znosiliśmy razem niewolę na jednym okręcie, do jednej ławki przykuci. Towarzysz mój napisał dwa sonety, mające służyć za nagrobek Golecie i twierdzy. Powtórzę je, jeżeli mnie pamięć nie zawiedzie, bo jestem pewien, że się wam będą podobały.

Gdy niewolnik wymienił nazwisko Don Pedra d’ Aguilar, Don Ferdynand uśmiechnął się znacząco do towarzyszów, a jeden z nich przerwał, prosząc niewolnika, aby, nim zacznie dalej opowiadać, dał wiadomość o dalszym losie Don Pedra.

— Po dwóch latach pobytu w Konstantynopolu — mówił opowiadacz — zdołał uciec z pewnym Greczynem, przebrany w suknie Arnauła; czy się ocalił, nie umiem powiedzieć, bo nie miałem sposobności zapytać o to towarzysza jego ucieczki, którego widziałem w rok po tym. Tyle tylko wiem o losie Don Pedra i mam żywą obawę, czy mu się ucieczka udała.

— Udała mu się, jak najlepiej, mogę was o tym zapewnić — rzekł ten sam kawaler. — Don Pedro jest moim bratem, żyje w swoim kraju bogaty i szczęśliwy. Ożenił się, ma troje dzieci.

— Chwała Bogu! — zawołał niewolnik.

— Znam także sonety, o których wspomniałeś — mówił brat Don Pedra.