— To teraz, mój Antosiu — rzekł pasterz, który mówił z Don Kichotem — musisz nam co zaśpiewać, żeby rycerzowi temu a gościowi naszemu pokazać, iż w lasach i górach są przecież ludzie, co się na muzyce znają. Jużeśmy mu powiedzieli, jaki to z ciebie łebski chłopak, i trzeba mu dowieść, że my kłamać nie umiemy. Siadaj więc, mój miły, i zaśpiewaj nam piosenkę, którą stryj twój, ksiądz, o miłostkach twoich ułożył i która w całej okolicy tak się podobała.

— Zaśpiewam chętnie, kiedy tak chcecie — odrzekł Antoni i nie dając się prosić, usiadł na pniaku dębowym, a nastroiwszy skrzypki, wdzięcznie zawiódł piosenkę:

Ja wiem Olallo, że kochasz mnie,

Chociaż mi tego nie powiedziałaś

Nawet, Olallo, twymi oczami

Tymi ustami miłości twej!

O! ty mnie kochasz — boś zrozumiała

Dreszcz mego ciała i serca bicie!

A każda miłość będzie przyjęta,

Która wyrazić swój ogień zdoła.