— Gdybyś był szatanem — rzecze książę — poznałbyś rycerza, którego szukasz, wszakże on wśród nas się znajduje!

— Na Boga i na duszę moją — zawołał diabeł — tyle mam różnych rzeczy w pamięci, że zapomniałem najważniejszej.

— Jednakże — rzecze Sancho na stronie — z tego diabła niezły człowiek i niezgorszy katolik, bo czart złośliwy tak by się nie zaklinał.

Diabeł odezwał się znów:

— Rycerzu Lwa, którego pragnę mieć w swoich pazurach, przysyła cię do mnie nieszczęsny Montesinos, abyś w tym miejscu zaczekał i Dulcyneę odczarował.

Rzekłszy to, zatrąbił w kozi róg i zniknął.

— Cóż myślisz czynić, mości rycerzu? — zapytał książę.

— Choćby całe piekło sprzysięgło się, oczekiwać go będę z niezmrużonym okiem.

— Co do mnie — rzecze Sancho — choćby jeszcze jeden diabeł przyszedł mi trąbić w uszy, nie ustraszy mnie, jakem Turek.

Noc zapadała, mnóstwo świateł przebiegało po lesie, dźwięk łańcuchów słyszeć się dawał, wystrzały artylerii zagrzmiały, w różnych częściach lasu mauretańskie dźwięki wojennego kotła rozlegały się dokoła.