To rzekłszy, starzec kaszlnął i gładząc brodę, oczekiwał odpowiedzi księcia.
— Od dawna już, szanowny giermku Trifaldinie Białobrody — rzecze książę — słyszeliśmy o nieszczęściach hrabiny, której czarnoksiężnicy Donny Dolorydy miano przybrać kazali. Cieszymy się serdecznie z przybycia, tym bardziej, że pożądany przez nią przesławny Don Kichot z Manchy raczy przebywać na naszym dworze. Powiedz nadto hrabinie, że tak Rycerz Lwa, jako i ja, uczynimy wszystko, co dostojna i nieszczęśliwa dama zażąda od nas.
Trifaldin przyklęknął znów na jedno kolano i poprawiając brodę przy smutnym żałobnych bębnów odgłosie, wyszedł poważnie z ogrodu.
— Widzę, zacny rycerzu — rzecze książę do Don Kichota — że sława i męstwo zaczynają być słusznie cenione u nas. Zaledwie sześć dni przebywasz w tym zamku, a już ze wszech stron, z najodleglejszych okolic świata przybiegają uciemiężeni pod twoją opiekę; pieszo przebywają góry i rzeki, aby schronić się pod twoją tarczę niezłomną.
— Chciałbym — odpowie Don Kichot — aby ten ksiądz, co to przed kilku dniami wariatem mnie nazywał, aby ten mógł przekonać się naocznie, jak dalece rycerze błędni potrzebni są na świecie. Nie pójdą uciśnieni szukać pomocy do klasztoru, nie pójdą do dworaków zniewieściałych, ani też do mędrków w sobie zamkniętych. Dzięki przeto składam Bogu, że i mnie do tego szlachetnego stanu dał powołanie. Wszystkie dotąd przecierpiane trudy i prace lekkie mi są, a i przyszłe zniosę z męstwem i poświęceniem. Niechże więc przyjdzie ta nieszczęśliwa pani, a wszystko, co tylko męstwo i siła ramienia dokazać mogą, uczynić dla niej przyrzekam.
Rozdział V
W którym opisany jest dalszy ciąg przygód Donny Dolorydy.
Oboje księstwo ucieszyli się bardzo, że wszystkie ich żarty z Don Kichotem tak dobrze im się udają. Sancho jednakże, który bacznie przypatrywał się wszystkiemu, narażony tak srodze na plagi w poprzedniej już przygodzie, sam nie wiedział, co myśleć o następnej.
— Ta jejmość wdowa — rzecze — wygląda mi jakoś, jak gdyby miała ochotę zdmuchnąć mi sprzed nosa moje gubernatorstwo. Oho! nie zapomnę ja nigdy tego, co pewien aptekarz z Toledo mawiał zawsze: „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Znał je dobrze, toteż ich nienawidził.
— Powoli, Sancho — rzecze Don Kichot — powoli, czego się tak unosisz? Ta dama przybywa z daleka, szukając mnie, jest hrabiną i dlatego nie może należeć do tych, o których twój aptekarz wspomina. Wprawdzie hrabiny służą niekiedy, lecz tylko przy królowej lub przy jakiej cesarzowej, a same prócz tego posiadają dwór swój własny.