— Czy to być może? — zawoła zdziwiony rycerz — księżna tak piękna, ma takie fontanny w sobie, nie wierzyłbym nigdy temu, gdyby mi nawet cały zakon kapucynów przysięgał; lecz gdy tak utrzymujesz, pani Rodriguez, muszę być przekonany, powiem tylko, że ze źródeł, w tak pięknym znajdujących się miejscu, zamiast nieczystości, woniejące rzeczy ściekać muszą.
Jeszcze Don Kichot nie skończył mówić, gdy drzwi otworzyły się z trzaskiem, przerażona Rodriguez upuściła światło na podłogę, a śród ciemności uczuła nagle, że jakieś silne ręce pochwyciwszy ją, zawinęły spódnicę na głowę i niemiłosiernie pantoflami okładać zaczęły.
Don Kichot, mimo całej waleczności, nie odważył się bronić szanownej damy w jej dolegliwości, z obawy, aby rozgniewane nocne widziadła nie jęły się również jego własnej osoby, i niebezzasadna była ta obawa; widma, oporządziwszy Donnę Rodriguez, zbliżyły się do łóżka rycerza i obnażywszy go do połowy, zaczęły bić, kłóć i szczypać tak niemiłosiernie, że biedak jął wreszcie zniecierpliwiony machać pięściami na wszystkie strony. Po półgodzinnej męczarni wszystko ucichło, nocne widziadła zniknęły, Donna Rodriguez w milczeniu, stękając tylko boleśnie, poprawiła spódnicę, założyła na siebie zasłonę i nie przemówiwszy słowa do rycerza, oddaliła się poważnie. Don Kichot zbity, skłuty, zmęczony pozostał sam, pożerany chęcią dowiedzenia się, jaki to czarownik tak nieludzko obszedł się z nim i czcigodną matroną.
Nie możemy zaspokoić ciekawości czytelnika w tym względzie, gdyż musimy powracać do Sanchy, jak tego porządek historyczny wymaga.
Rozdział XVII
W którym opisane jest, co przytrafiło się Sancho Pansie podczas przeglądu wyspy.
Zostawiliśmy naszego gubernatora, przejętego srogim gniewem na chłopa, który, namówiony przez intendenta z rozkazu księcia, zażartował sobie z Sanchy, nudząc go zmyślonymi historiami. Jednakże Sancho, jak mógł, dawał sobie radę.
— Wiem już dobrze teraz — rzecze do obecnych, między którymi znajdował się i Pedro Reggio — że sędziowie gubernatorzy powinni być z brązu. Interesanci wymagają od nich, aby w każdej chwili przygotowani byli sądzić ich sprawy. Nie zważają oni, że gubernator ma tak samo ciało, kości i apetyt, którego ja nie nasyciłem dziś wcale, a jeżeli biedny sędzia lub gubernator, zatrudniony lub chory, nie zaspokoi ich nalegań, odchodzą, złorzeczą mu i obgadują. Na przykład doktor Pedro Reggio z Tirtea Fuera chciał mnie głodem zamorzyć. Oby raczej on sam zdechł i wszyscy doktorzy jemu podobni!
Doktor Pedro Reggio przyrzekł gubernatorowi obfitą zastawić wieczerzę, nie zważając na wszystkie aforyzmy Hipokratesa. Uspokojony tym Sancho, oczekiwał niecierpliwie wieczoru; jakoż przyniesiono mu na wieczerzę kawał wołowego mięsa, zaprawnego czosnkiem i cebulą, i nogi wołowe w galarecie. Gubernator spojrzał na nie radośnie i zaczął zajadać z wielką chciwością. Nasyciwszy się już dobrze, rzekł do Pedra Reggia.
— Widzisz tedy, mości doktorze, że ja nie potrzebuję żadnych wymysłów; proste potrawy najwłaściwsze są dla mego brzucha; bardzo lubię słoninę, cebulę, rzodkiew, kawał wieprzowiny, to mi to jedzenie! wykwintne zaś przysmaki nie przypadają mi do gustu. Jeżeli jednak przyjdzie chęć kucharzowi zmienić mi gatunek potraw, może robić bigosy, mięsiwa z jarzynami, jak z rzepą, kapustą, zjem wszystko aż miło i będę mu wdzięczny. Niechaj nikt nie przychodzi wtedy żartować ze mnie, bo rozumiesz, że kiedy mamy życie, to żyć powinniśmy. Żyjmy tedy i jedzmy spokojnie, bo jadło, jak dzień, Pan Bóg dla wszystkich stworzył. Nikt się tu na moje rządy nie uskarży, jeżeli praw moich zaprzeczać nie będą, o! bo w takim razie zobaczą, żem ja w gorącej wodzie kąpany.