Wyrok był wyegzekwowany, a gubernator, rozwodząc się nad szkodliwością domów gry, przyrzekł sobie wykorzenić je ze szczętem. Postępowali znów czas jakiś, gdy nagle jeden ze straży przybiegł, ciągnąc za sobą młodego chłopca.
— Panie gubernatorze — rzecze — ten zuch szedł naprzeciw nas, lecz zobaczywszy straże, zaczął uciekać ze wszystkich sił, musi to być więc jakiś złoczyńca, skoro się obawia sprawiedliwości. Pobiegłem za nim i udało mi się schwytać ptaszka.
— Dlaczego uciekałeś, mój przyjacielu? — zapyta Sancho.
— Bo nie chciałem odpowiadać na zapytania straży.
— Czym się trudnisz?
— Jestem tkaczem.
— A cóż ty tkasz?
— Co się zdarzy.
— Aha! — rzecze Sancho — lubisz żartować, to mnie cieszy. A dokąd to szedłeś?
— Jaśnie wielmożny panie, szedłem prosto przed siebie.