Te słowa podwoiły zadziwienie Don Kichota i natchnęły go przekonaniem, że Sancho po śmierci odprawia tu pokutę.
— Zaklinam cię — krzyknął — przez wszystkie moce niebieskie, powiedz mi, kto jesteś, jeżeliś duszą pokutującą, powiedz czego żądasz, a przyniosę ci ulgę.
— To pan jesteś zapewne jego wielmożność Don Kichot z Manchy — odpowiedziano z jaskini — po głosie was poznałem.
— Tak! jestem Don Kichot — odpowie rycerz — ten sam, którego obowiązkiem jest wspierać żywych i umarłych, ty raczej powiedz mi, kto jesteś, i jeżeli zowiesz się Sancho, mój giermek, jeżeli umarłeś, a w mocy szatana nie jesteś, lecz ręką litościwego Boga do czyśćca wtrącony zostałeś, powiedz mi, kościół nasz ma środki wybawić cię z podobnej niedoli.
— Przysięgam na wszystko, co chcecie — odpowiedział niecierpliwie głos z dołu — że jestem Sancho Pansa, giermek pański, że dotąd jeszcze od urodzenia nie umarłem ani razu. Jest tu właśnie ze mną mój osioł, który poświadcza tożsamość mojej osoby.
Zdawało się, że osioł, usłyszawszy Sanchę, chciał zaświadczyć prawdziwość słów jego, gdyż zaczął beczeć tak silnie, że aż się dokoła rozlegało.
— Nie potrzebuję innego świadka — odpowie Don Kichot — ty jesteś Sancho — zaczekaj chwilę, mój przyjacielu — pojadę do zamku i przyprowadzę z sobą ludzi, którzy was natychmiast z dołu wyciągną.
— Jedź pan prędko, kochany panie — rzecze Sancho — a wracaj jeszcze prędzej, bo jestem w rozpaczy, widząc się pogrzebanym za życia.
Don Kichot pojechał opowiedzieć przypadek biednego Sanchy księciu i księżnie, którzy znali dobrze tę jaskinię, lecz zdziwili się bardzo, że nie odebrali wiadomości o zrzeczeniu się gubernatorstwa przez Sanchę. Udano się spiesznie z postronkami i drabinami i z pomocą wielu ludzi wydobyto Sanchę i burka, uszczęśliwionych widokiem światła bożego.
Jakiś młody student, obecny przy tym wypadku, widząc Sanchę, rzekł: