Łzy piękną twarz Mauretanki zrosiły i wielu obecnych zapłakało z litości. Wicekról, niemniej tknięty litością niż drudzy, zbliżył się do niej i ani słowa nie mówiąc, zdjął więzy z rąk.

Podczas opowiadania tej pięknej dziewczyny jakiś stary pielgrzym, który się do świty wicekróla wkręcił, nie odwracał od niej oczu. Jak tylko przestała mówić, rzucił się jej do nóg, łzami je zrosił i drżącym ze wzruszenia głosem zawołał:

— O, Anno Felicjo, najdroższa córko moja, nie poznajesz Rikota, ojca twojego? Właśnie szukałem cię wszędzie, bo żyć nie mogę bez ciebie.

Na tę nazwę Rikote, Sancho, zamyślony o figlu, który mu galernicy spłatali, podniósł głowę i przyglądając się bacznie pielgrzymowi, poznał, że to był istotnie Rikote, którego spotkał na drodze, opuszczając wielkorządztwo, a kilka razy spojrzawszy na córkę, zaręczył, że to była córka jego przyjaciela. Córka rzuciła się ojcu na szyję, długo przyciskała go w objęciu z czułością i oboje gorzko zapłakali.

— Panowie — rzekł Rikote, zwracając się do generała i wicekróla — otóż moja córka, ta nieszczęśliwa, nazywa się Anna Felicja Rikote z piękności i majątku znana w naszych stronach. Opuściłem Hiszpanię, pragnąc w innym jakim kraju znaleźć schronienie, a znalazłszy w Niemczech, wróciłem w tym odzieniu z drugimi pielgrzymami, chcąc zabrać córkę z sobą, złoto i inne kosztowności, które zakopałem. Nie znalazłem córki, tylko skarb znalazłem i dziś po tylu trudach, wybiegach i usiłowaniach, dziwnym zrządzeniem losu odzyskuję to drogie dziecię, mój skarb prawdziwy. Jeżeli niewinność nasza, łzy nasze mogą was wzruszyć, zlitujcie się nad dwojgiem nieszczęśliwych, co was nigdy nie obrazili i nie uczestniczyli w zgubnym zamiarze nieszczęśliwych swoich rodaków.

— Mości panowie — zawoła wtedy Sancho — poznaję dobrze Rikota i odpowiadam za niego, że Anna Felicja jest córką, co zaś tam o jego podróżach, poszukiwaniach, zamiarach, nic nie wiem i wiedzieć nie chcę.

Przytomnych zadziwiły nadzwyczaj wszystkie te wypadki, a dowódca galer, przybierając mniej surowy wyraz twarzy, rzekł do pięknej Mauretanki:

— Łzy pani zrobiły wrażenie, piękna Anno Felicjo, a ja o przysiędze mojej względem ciebie zapomniałem, żyj spokojnie i długo, a nieszczęśni, co cię na to wszystko narazili, niech poniosą zasłużoną karę!

Rozkazał niebawem powiesić Turków, ale wicekról tak błagał o ich życie, dowodząc, że w ich postępku więcej było szaleństwa, niż chęci napaści, że generał dał się przekonać, namyśliwszy się nadto, że zemsta z zimną krwią obmyślana niekoniecznie jest szlachetna. Zaczęto się naradzać, jakim sposobem wydostać Don Gaspara Gregorio z grożącego mu niebezpieczeństwa. Rikote ofiarowywał na ten cel dwa tysiące dukatów, które w perłach i kosztownościach miał przy sobie; najlepszy sposób doradzał renegat, zobowiązując się powrócić do Algieru w małej łodzi z chrześcijańską osadą208, a wiedząc miejsce209, gdzie wylądować można i znając dom, w którym był Don Gregorio, ułatwiłby mu ucieczkę.

Generał i wicekról, nieco skrupulatni, nie chcieli ufać renegatowi i powierzyć mu chrześcijańskich wioślarzy. Ale Anna Felicja zaręczyła za niego, a Rikote zobowiązał się wykupić chrześcijan, gdyby się przypadkiem do niewoli dostać mieli. Gdy tak uradzono, wicekról pożegnał się z generałem, a Don Antonio zabrał z sobą Annę Felicję i jej ojca. Wicekról prosił go, żeby jak najtroskliwiej dbał o nią, tyle w nim wzbudziły szacunku i współczucia gładkość, przygody i zacność pięknej Mauretanki.