— Jaśnie oświecona pani — rzekł Don Kichot — całe nieszczęście tej osoby wypływa z próżniactwa i lenistwa, zatrudnienie nieprzerwane a uczciwe, natychmiast ją wyleczy. Niech przędzie, niech ma zawsze kołowrotek w ręku i na myśli, a ręczę, że opuszczą ją myśli o tym, w kim się zakochała; takie jest moje zdanie i rada.
— Dalipan i moja także — zawołał Sancho — bo nie widziałem jeszcze żadnej prządki, co by z miłości umarła. Gdy dziewczyna zajęta, bardziej myśli o robocie, niż o miłości. Ja sam, kiedy orzę, bez porównania mniej myślę o mojej babie, to jest o żonie mojej Teresie, którą kocham jak źrenicę w oku.
— Masz słuszność, Sancho — odparła księżna — odtąd Altisidora ciągle będzie zatrudniona.
— E! i tego nie potrzeba, proszę waszej książęcej mości — odparła Altisidora — samo wspomnienie okrucieństw tygrysa tego zdoła mnie wyleczyć, a z pozwoleniem waszej wysokości, odejdę teraz, ażeby nie patrzyć więcej na jego obmierzłą i szczapowatą twarz.
— Powiadają — wtrącił książę — że kto się bardzo gniewa, bardzo prędko przebacza.
Altisidora udając, że sobie oczy obciera, oddała ukłon głęboki i wyszła z komnaty.
— Moja panienko — zawołał Sancho, kiwając głową — zasłużyłaś na to, co się stało — bo bardzoś się niewłaściwie udała. Trzeba było, dalipan, udać się do mnie, nie do pana mego, ja z tych kogutów, co weselej pieją.
Po skończonej rozmowie Don Kichot ubrał się, a przyjąwszy u księcia obiad, po obiedzie pożegnał się i odjechał.
Rozdział XIX
Jako Sancho odczarować pragnie Dulcyneę.