Ano wspomni sobie, co także apostołowie uczynili, gdy Symon czarnoksiężnik do nich przyszedł, przynioszszy pieniędzy niemało, aby mu Ducha Świętego co uprzedali, aby też także dziwy mógł czynić, jako oni czynili, nadziewając się, łakomiec, z tego wielki pożytek sobie uczynić. Słuchajże, co mu Piotr święty powiedział: „Pieniądze twoje niechaj tobie będą na zatracenie, abowiem są drogie, a nigdy nieprzedajne dary boże”. A ten wnet padł, zlęknąwszy się, tuż przed nogami apostolskimi i straszliwie zdechł, i tuż go wnet słudzy jego z kościoła wywlekli.
A gdzież są dziś ci Elizeuszowie? A gdzież są tacy apostołowie? Nie tylko, aby miał kto dobrowolnie co przynieść, abychmy wziąć nie mieli, ale by mogło być, i z płaczem wyłupić, i jakożkolwiek dostać, tedybychmy to barzo radzi uczynili. I nie barzo drzem, położyszli879 co podle siebie, boć drugi nie śpi, strzeż, abyś nie przedrzemał tego, coś położył. Azaż dziś komu w potrzebie jego, a zwłaszcza ubogiemu, drzwi gdzie otworzone stoją bez darów? Azaż dziś ubogi człowieczek radę jaką albo pomoc jaką znajdzie w jakim upadku swoim bez darów? Owa jako stara przypowieść, iż nędznik zawżdy potłoczony leży. Azaż dziś dziwnych naganiaczów nie masz, aby nagnać, gdzieby skąd co przypaść mogło? Ano powiedali o jednym panie, iż gdy ubogi kmiotek przyszedł do niego w jakiejsi też potrzebie swojej, nastawszy się długo u drzwi, poszedł do domu, nie chciano puścić. Potym po chwili przyszedł, wziąwszy na się barana, a stanąwszy u drzwi, począł baranowi ogon łamać, a baranisko też poczęło wrzeszczeć, i kazano go wnet puścić, i sprawił sobie wszytko, co mu było potrzeba. Potym przyszedszy do gromady, żartował sobie z tego, powiedając, iż: „już dawno panu służę, dzień pilno robię, nigdym niczegoj nie zamieszkał, a wżdym żadnego urzędu nie wysłużył. A mój baran, ba, skoro przystał, tejże godziny został otwiernym880 u pana”.
4. Nie masz żadnej trudności, czegobychmy się dla łakomstwa nie ważyli
Ale gdyż to tak do swego przyrodzenia jawnie znamy, iż odmienne jest, a zawżdy przykłonniejsze jest do świata tego obłudnego i do nabycia omylnych przysmaków jego, niżli do cnoty a do poczciwego, pobożnego a wolnego żywota swego, toć tu już trzeba ostróg, toć już tu trzeba twardego leca hamować tego swowolnego osła, tuć już trzeba myśl więzać roztropnym baczeniem, tuć już trzeba ustawicznie pomnieć na słowa ony mędrców onych, co zawżdy mocnie przekładali poczciwe przed pożytecznym. Jakoż snać nie tylko mędrzec, ale głupiec także by to był zeznać powinien. Bo a zaczże stanie pożyteczne881, byś go nawięcej nazbierał, jeśli poczciwego nie będzie, jeśli u ludzi ohydzon a zelżon będziesz, jeśli sławy nie będzie: jeśli bezpiecznej wdzięczności nie będzie, jeśli tylko będziesz chodził między ludźmi jako pies, podtulając pod się ogon, czując to na się, żeś komu sadło zjadł. A cóż ci będzie po onym pożytecznym, które jako kamienie zawarte882 w kącie leży? Ani Bogu z tego sławy, ani tobie, ani pożytku ludziom, ani poczciwości. Abowiem już tam i wolność onę złotą przy tym marnie tracić musisz, którą mądrzy ludzie nad wszytki skarby świata tego zawżdy sobie przekładali.
Abowiem jeśli tego rozumem a cnotą w sobie łamać nie będziemy, pewnie przyrodzenie nasze zawżdy w tym obłądzić się musi. Patrz na nastarszego człowieka, jeśliże się jeszcze nie pyta a pilnie nie stara o każdą rzecz, jakoby miał jeszcze tego do sta lat używać. Ano tak pospolicie bywa, kiedy nawięcej chleba narobiemy, aliści zębów nie będzie. Patrz, jeśli się każdy nie pyta, dobrzeli zasiano, będąli co budować, jakoli się woły mają, coli z Gdańska słychać, po czemuli to na targu. A z mniejszych stanów, już nie masz tak poczciwych i niepobożnych kwestów883, dla pożytku czegoby się ludzie nie ważyli. Już to nic ukraść, wyłudzić, wykłamać. Już się górnik grzebie pod ciężką ziemię, chociaj wie, iż ich tam niemało przedtym poginęło. Już się marynarz884 z świętą Barbarką885 puści na srogości morskie, chociaj wie, iż ich tam ustawicznie wiele tonie. Już bartnik886 słabemu, łyczanemu887 powrozowi wierzy gardła swego888. Już drab lezie na działa a na pewną śmierć po drabinie na mur, a wszytko w nadzieję pożytku jakiego. Już chłop dla skóry waży się z niedźwiedziem łamać, gardło albo szpetne889 rany podjąć. Już nie dojeść, nie dopić, nie dospać. A nie masz tej trudności, czegobychmy się nie ważyli dla tego kęsa doczesnego nędznego. Już za pieniądze otruć, zdradzić, we śpiączki890 zabić, matka dziewkę w sprośną niewolą zaprzedać, już hecel najdzie sługę, co psa za ogon pod sukienicą wlecze891, już drugi za katem drabinę niesie. A snać nie masz takiej niecnoty, czego by nędzne pieniądze a marny a krótki pożytek aby ci dwa panowie nie sprawili.
A jako jeden zacny dworzanin mówił, iż: „Nie mogę tego u siebie znaleźć, czego by mi nie dostawało. Pojrzę do skrzynie, wedle mego stanu wszytkiego dosyć. Pojdę do stajniej, wedle mej potrzeby koni dosyć. Pójdę do kuchniej, wszytkiego dosyć. Owa w który kąt kolwiek poźrzę, tedy mi się tak zda, iż nie masz wedle mego stanu, czegoby mi nie dostawało. A wżdy na każdy dzień obbieżę wszytki pany, obbieżę trzykroć rynek, szukam jeszcze czegoś, a sam nie rozumiem, czego”.
A patrz, baba zdechła już na poły, będzie nosiła pieniędzy macharzynę892 w zanadrzu, a nie ruszy ich, by miała zdechnąć od głodu, i także z nimi czasem w barłogu gdzie zdechnie, a przedsię będzie albo zwodziła, albo czarowała, albo w gnoju gdzie wrzeszcząc na mrozie żebrała, aby jej co jeszcze do onej macharzyny przybyło. Plebanisko będzie łyse, oprzałe, siwe, ma plebanią, na której by się mógł dobrze mieć i spokojnego żywota użyć, dajże mu drugą. A iż mu w niej kto przekaża893, aliści się on wlecze do Rzyma jakoby bocian w jesieni do cieplic, a czasem tamże zdechnie, a do plebaniej się nie wróci.
5. Kto pomni na poczciwą sławę, snadnie łakomstwo zwycięży
Ale by każdy pomniał na zacną sławę swoję, pomniał na bojaźń bożą, pomniał na wdzięczny a spokojny żywot swój; pomniał na dzień jutrzejszy, iż nie jego jest, ani wie, co się z nim jutro ma sstać, a uważył sobie odmienność fortuny, jako się ona dziwnym kołem toczy, a iż nigdy długo trwałe królestwo jej być nie może, pewnie by mu też mogło wiele odejć tej omylnej chciwości jego, a pewnie by dał policzek przyrodzeniu swowolnemu, a nie dałby mu się tak jako niedźwiednikowi za nos wodzić. Abowiem baczyć drugi i rozumieć894 drugi, iż to co mu Pan Bóg dał, iżby to dosyć było na wychowanie895 poczciwego stanu jego i pomiernego żywota jego. Ale prosto jest jako on wójt we wsi, co mu gromada mówiła: „Miły wójcie, cóż ci też po tym, iż się do tego dwora ciśniesz, masz się jako człowiek, masz wszytkiego dobrego z łaski bożej dosyć, i jeszcze byś się lepiej miał, gdybyś swego domku był pilen, a przedsię tam leziesz, więc przedsię tobą robią jako osłem na każdy dzień, a doma siedząc, dzień odrobiwszy, miałbyś już sobie pokój. Więc tam rychlej nałają, a czasem i we grzbiet się dostanie”. Powiedział wójt: „iżci to wszystko prawda, ale mi przedsię miło, bo się z panem namówię896, a też mi to przedsię miło, iż mię panem wójtem zową”.
Także nam wszytkim się tego chce, aby nas tymi mizernymi wójty zwano. Nic to wolność stracić, nic to ustawicznej prace używać, nic to w każde się trudności wdać, opuściwszy onę wdzięczną wolność i swobodę swoję, kiloby nas wójty zwano, a kilobychmy wżdy też jakiej szarej pyszki z tego jako tako zażyli. Azaż drugi nie rozstawia brogów na szyrzą, aby się ich więcej zdało, a w drugim dziura aż do ziemie? Azaż nie nawiesza kołnierzów lisich pachołkom na szyi, a w tyle baran dyszy? Azaż gdzie wziąć tu wziąć, szuba kunia być nie musi, a w kalecie897 przedsię cyrografów z minutami898 pełno. Ale to nic, kiloby899 nas wójty zwano, a iżby rzeczono, iż to miłościwy pan idzie, anoby mu własniej900 możono rzec, iż to miłościwy niewolnik idzie świata tego.