Hrastnik1

co pewien czas konduktor wsuwał głowę przez drzwi

i wykrzykiwał coś, czego zupełnie nie rozumiałem

choć był to w końcu język mojego dzieciństwa. chyba

chodziło mu o to, czy nie dosiadł się ktoś nowy

komu mógłby oglądnąć bilet — czułem się taki spo-

kojny i rozluźniony, lubiłem myśleć o sobie jak o kimś

kto po prostu przyjmuje krajobrazy przesuwające się

za oknem w ukośnych promieniach słońca, kogo czeka

wieczór, frustrujące pół godziny na wylotówce w