kierunku granicy, odwrót do Mariboru, autobus
nie taki w końcu strasznie drogi, noc na betonie
pod nieukończonym wiaduktem. Czech który woła
„oni — Brno i ja — Brno!” i cały jest radością
z włosami rozwianymi w biegu do furgonetki właśnie
hamującej daleko w przodzie, spacer poboczem autostrady
z chwilowym znajomym — Rumunem, mówiącym tylko po węgiersku,
wracającym do siebie do obozu w Traiskirchen.
ząb wyłamany na orzeszku ziemnym w samochodzie
młodego Austriaka, powolne oswajanie się z myślą