52. A z pewnością nasz Oront za słówko pochwały — Domyślne: „dopomógłby ci skutecznie w twoim procesie”. Poprzedni wiersz zdaje się zapowiadać, że ta sprawa będzie miała następstwa. [przypis tłumacza]
53. Wystarcza mi (...) bronisz się daremnie — Wychodzi na wierzch, o co chodziło wierszoklecie: prosił niby o szczerość, a kiedy się z nią spotkał, obraża się śmiertelnie. Stopniowo i Alcest się rozgrzewa; dochodzi do ostrej zwady: z przyczyny zupełnej błahostki Alcest zyskał potężnego wroga, który, jak zobaczymy, będzie go ścigał swą zemstą. I oto w tej doskonałej ekspozycji ujrzeliśmy charakter Alcesta nie tylko w słowach, ale i w czynie. Cały ten koniec drugiej sceny oraz króciutka scena trzecia tętnią życiem doskonale ujawniającym się w szybkim, ucinanym dialogu. Kłótnia zwłaszcza Alcesta z Orontem, ujęta w symetryczne repliki, prowadzona jest — jak to nieraz spotykamy u Moliera — niemal muzycznie. [przypis tłumacza]
54. Nie odstąpię cię na krok; bronisz się daremnie — Filint, widząc Alcesta w takim podrażnieniu, lęka się, aby nie popełnił jakiej gorszej nieostrożności. Może i sam ma trochę nieczyste sumienie, iż swoim droczeniem się przyczynił się do tego zajścia. [przypis tłumacza]
55. Chcesz (...) zdolny. — Jest to owa stanowcza rozmowa, do której gotował się Alcest w I akcie. Obfity materiał do niej znalazł zapewne Molier w swoim domowym pożyciu, gdyż dla tego geniusza komedii wszystko było materiałem twórczym, nawet własne najkrwawsze bóle. Osobliwej zaprawy nadaje tej scenie okoliczność, iż w czasie wystawienia Mizantropa stosunki między małżeństwem były tak naprężone, że rozmawiali z sobą jedynie na scenie. Jak wspomniałem, Molier grał Alcesta, żona jego Armanda, Celimenę. [przypis tłumacza]
56. Więc (...) morały? — Z odpowiedzi tej dowiadujemy się, że dumny Alcest, mimo dość niedbałego obejścia Celimeny, poszukuje aż nazbyt pilnie jej towarzystwa. Żadne słowo nie pada u Moliera na próżno, każde przydaje nowy rys, nowy odcień do gry charakterów. [przypis tłumacza]
57. Czyliż (...) podoba? — Od pierwszych słów Celimena, ten pierwowzór „wielkich zalotnic” późniejszego teatru, staje przed nami jak żywa. Świadoma swej siły wobec Alcesta, pewna, iż za lada czulszym spojrzeniem znajdzie się u jej stóp, igra z nim swobodnie, udając, od niechcenia zresztą, niewiniątko. [przypis tłumacza]
58. I gdy (...) kija? — Nieomylnym instynktem kobiecym Celimena umie sprowadzić sprzeczkę na teren, na którym rola Alcesta z konieczności staje się komiczną. Jakoż Alcest nie uniknie pułapki, jak nie uniknął jej poprzednio z Filintem: tyrada jego tuż potem jest z rzędu tych, które nieodzownie ośmieszają mężczyznę w oczach kobiety. Alcest sam czuje to może, mimo to brnie coraz więcej tym podrażniony. [przypis tłumacza]
59. Lecz powiedz (...) żywy? — Niejeden raz smagał Molier szyderstwem modnych paniczów dworskich (Szkoła mężów, I, 1). Tu jednak ostrze tego szyderstwa zwraca się raczej przeciw Alcestowi, który poddaje się takiej rywalizacji. [przypis tłumacza]
60. I że w procesie (...) sprawie? — Mamy tu zaznaczony kontrast, jak Celimena chodzi za swoim procesem (któż nie miał wówczas swojego procesu!), a jak Alcest. [przypis tłumacza]
61. Ależ (...) łaskawą. — Celimena igra z jego zazdrością jak kot z myszą. [przypis tłumacza]