Ono w oblicze twoje tchnęło zdrój piękności,

Na której widok zachwyt w sercu naszym gości

I ilekroć na tobie spoczęło me oko,

Podziw czułem dla Stwórcy i wdzięczność głęboką,

A z nią najtkliwsza miłość budziła się razem

Dla tej, co najpiękniejszym jest jego obrazem,

Zrazum lękał się, zali ten płomień tak żywy

Nie płynie z złego ducha pokusy zdradliwej —

Chciałem unikać ciebie, w niepewności srogiej

Widząc w tobie przeszkodę do zbawienia drogi;