Opodal mnie pokornie klękał u ołtarzy,

A zapał, z jakim wznosił do nieba swe modły,

Oczy wszystkich obecnych wciąż ku niemu wiodły:

To wzdychał, to się krzyżem rozkładał na ziemi,

Aby dotknąć posadzki usty pokornemi,

A gdym wychodził, za mną pospieszał w zawody56,

Aby w drzwiach jeszcze podać mi święconej wody.

Że zaś mnie sługa jego objaśnił czym prędzej57,

Kto on zacz, i wyjawił, że jest w srogiej nędzy,

Chciałem go wspomóc, ale on, skromny bez miary,