Ci ludzie, mówię, którzy w tym niecnym igrzysku

Dążą przez drogę niebios do własnego zysku,

Co wśród modłów o pensje umią67 żebrać dzielnie,

Wisząc przy dworze, sławią odludną pustelnię,

Co pod nabożnym płaszczem kryją zwykle wady,

Swą zawiść, niedowiarstwo, swoje fałsze, zdrady

I gdy chcą kogoś zgubić, osłonią, gdy trzeba,

Swoją własną nienawiść interesem nieba —

Tym groźniejsi w mściwości swej nieubłaganej,

Że tak szacowną bronią zadają swe rany,