I błogosławię nieba, co mi tak łaskawie

Spotkać tu w samą porę pozwoliły pana.

Otóż, wyprawa moja przepysznie udana,

Bardziej niż śmiałem marzyć, a że tak się stało,

Sprawił traf, co zniweczyć miał przygodę całą.

Nie pojmuję zupełnie, jak i z czyjej głowy

Mogło wyjść podejrzenie naszej słodkiej zmowy,

Lecz nagle, gdy pod oknem byłem już u góry,

Ujrzałem niespodzianie jakieś dwie figury,

Które, kijem wyraźnie mierząc w moje ciemię,