A każdy najpotulniej liże własne rany?

Jeden zbiera majątek, którym żona raczy

Tych właśnie, co stawiają go w rzędzie rogaczy;

Drugi, szczęśliwszy nieco, w naiwności świętej,

Patrzy, jak żonka znosi do domu prezenty

I żadna go zazdrości troska nie udręcza,

Bo ona mówi, że je cnotom swym zawdzięcza.

Ten robi piekło próżne, groźne miny piętrzy;

Tamten wszystko znieść gotów dla zgody najświętszej,

I, widząc, jak się gaszek wprowadza do domu,