Nakłada czapkę i sam zmyka po kryjomu.

Jedna, w swoich szelmostwach przemądra podwika10,

Poczciwego mężulka ma za powiernika,

Ten zaś, słuchając zwierzeń jej niewinnej treści,

Współczuje jeszcze z gachem, co mu żonę pieści.

Druga, zbytków swych źródło przed swym mężem mieniąc,

Mówi, iż gra przynosi jej tak ładny pieniądz;

A mąż dziękuje Bogu i wiedzieć nie żąda,

Jak się taka gra zowie, no, i jak wygląda.

Słowem, gdzie spojrzeć, widzim satyrę gotową: