Hiszpanie, którym nie grozi spalenie, są tak przywiązani do Inkwizycji, że doprawdy niedelikatnie byłoby im ją odbierać. Życzyłbym jedynie, aby ustanowiono drugą, nie przeciw heretykom, ale przeciw herezjarchom, którzy praktyczkom mniszym przypisują tę samą skuteczność, co siedmiu Sakramentom, którzy ubóstwiają wszystko, co im się zdaje godne czci, i którzy, z nadmiaru dewocji, ledwie że są chrześcijanami.
Możecie spotkać wśród Hiszpanów bystrość sądu i zdrowy rozum; ale nie szukajcie tego w ich książkach. Przejrzyjcie którą bibliotekę: z jednej strony romanse, z drugiej scholastyka: rzekłbyś, iż dzieła te sporządził i zgromadził razem jakiś tajemny wróg rozumu ludzkiego.
Jedyną dobrą z ich książek jest ta, która ukazała śmieszność wszystkich innych.60
Poczynili olbrzymie odkrycia w Nowym Świecie, a nie znają własnego lądu; znalazłby się w tym kraju niejeden mostek, którego jeszcze nie odkryto, w górach zaś całe narody, które im są nieznane.61
Powiadają, że w ich kraju słońce wstaje i kładzie się na spoczynek: ale trzeba dodać, że przebywając tę drogę, spotyka jedynie zniszczone wsie i pustkowia.”
Rad bym, Usbeku, widzieć list, pisany do Madrytu przez Hiszpana, podróżującego po Francji: sądzę, że pomściłby swój naród. Cóż za pole dla człowieka flegmatycznego i lubiącego myśleć! Wyobrażam sobie, że zacząłby opis Paryża w ten sposób:
„Jest tu dom, w którym zamykają szaleńców. Pomyśli ktoś, że musi być największy w mieście; ale nie: lekarstwo jest bardzo skąpe w stosunku do choroby. Niewątpliwie Francuzi, osławieni pod tym względem u sąsiadów, zamykają w tym domu siakiego takiego wariata, aby wmówić światu, że ci, którzy chodzą wolno, są przy zdrowych zmysłach...”
Dalszy ciąg zdaję na owego Hiszpana. Bądź zdrów, drogi Usbeku.
Paryż, 17 dnia księżyca Saphar, 1715.