Kiedy oskarżony uniewinnił się, inny krewny nie mógł go pozywać do walki; inaczej sprawy nie miałyby końca.
Jeżeli ten, którego śmierć krewni chcieli pomścić, znalazł się, nie było już mowy o walce: toż samo, jeżeli, wskutek oczywistej nieobecności, czyn okazał się niemożliwością.
Jeżeli człowiek, którego zabito, rozgrzeszył przed śmiercią tego, który był oskarżony, i kiedy wskazał innego, nie przystępowano do walki; ale jeżeli nie wskazał nikogo, uważano jego oświadczenie jedynie za przebaczenie swojej śmierci: prowadzono dalej pościg, a nawet, między szlachtą, można było toczyć wojnę.
Kiedy była wojna, jeden zaś z krewnych dał lub przyjął zakład walki, prawo wojny ustawało; sądzono, iż strony chcą się zgodzić na zwyczajny bieg sprawiedliwości; tego, który by wiódł dalej wojnę, skazano by na wynagrodzenie szkód.
Tak więc, obyczaj pojedynczej walki miał tę zaletę, iż mógł zmienić zwadę ogólną w zwadę poszczególną, wrócić siłę trybunałom, i wrócić do stanu cywilnego tych, którymi władało już tylko prawo narodów.
Tak jak istnieje mnóstwo rzeczy mądrych, które się prowadzi w sposób bardzo szalony, tak istnieją szaleństwa, które się prowadzi w sposób bardzo roztropny.
Kiedy człowiek pozwany za zbrodnię wykazał oczywiście, że to sam pozywający ją popełnił, nie było już zakładu bitwy; nie ma bowiem winnego, który by nie wolał wątpliwej walki od pewnej kary.
Nie było walki w sprawach, które się rozstrzygały przez arbitrów albo przez sądy duchowne; nie było jej także, kiedy chodziło o posag wdowi.
Niewiasta, powiada Beaumanoir, nie może walczyć. Jeśli kobieta pozywała kogo, nie wymieniając swego szermierza, nie przyjmowano zakładu walki. Aby kobieta mogła wyzwać, musiała być przy tym upoważniona przez swego barona, to znaczy swego męża; ale mogła być wyzwana bez tego upoważnienia.
Jeżeli wyzywający lub wyzywany mieli mniej niż piętnaście lat, nie było walki. Można było wszakże nakazać ją w sprawach opieki, jeżeli opiekun lub kurator chcieli ponieść ryzyko tego postępowania.