We Francji fałszywych świadków karze się gardłem, w Anglii nie. Aby osądzić, które z tych dwóch praw jest lepsze, trzeba dodać: we Francji używa się tortur na zbrodniarzy, w Anglii nie; i jeszcze dodać, że we Francji oskarżony nie przedstawia swoich świadków i że bardzo rzadko sąd dopuszcza tak zwanych faktów usprawiedliwiających; w Anglii przyjmuje się świadectwa z jednej i drugiej strony. Trzy prawa francuskie tworzą układ bardzo ścisły i bardzo spoisty; trzy prawa angielskie tworzą inny układ, niemniej spoisty. Prawo angielskie, nieznające tortur na złoczyńców, małą ma nadzieję wydobycia z oskarżonego wyznania jego zbrodni; woła tedy ze wszystkich stron obcych świadków i nie chce ich zrażać obawą kary śmierci. Prawo francuskie, które ma jeden sposób więcej, nie tak bardzo lęka się zastraszyć świadków: przeciwnie, rozum wymaga, aby ich zastraszyć; słucha się świadków tylko jednej strony376, tych których przedstawia strona publiczna; los oskarżonego zależy jedynie od ich świadectwa. W Anglii natomiast dopuszcza się świadków z dwóch stron i roztrząsa się niejako sprawę między nimi. Fałszywe świadectwo może tam być tedy mniej niebezpieczne; oskarżony ma tam ratunek przeciw fałszywemu świadectwu, gdy prawo francuskie go nie daje. Tak więc, aby osądzić które z tych praw zgodniejsze jest z rozumem, nie należy porównywać ich pojedynczo; trzeba je brać wszystkie razem i porównywać je wszystkie razem.

Rozdział XII. Iż prawa, które zdają się jednakie, są niekiedy w istocie różne.

Prawa greckie i rzymskie karały ukrywającego skradzione rzeczy tak jak złodzieja: prawo francuskie czyni tak samo. Tamte były słuszne, to nie. U Greków i u Rzymian, złodziej podlegał karze pieniężnej, trzeba było tedy karać tającego kradzione rzeczy tą samą karą; każdy bowiem człowiek, który przyczynia się w jaki bądź sposób do szkody, winien ją nagrodzić. Ale u nas, gdzie kradzież karze się śmiercią, nie można było, bez dopuszczenia się przesady, karać ukrywającego tak, jak złodzieja. Ten, kto przyjmuje skradziony przedmiot, może w tysiącznych okazjach przyjąć go niewinnie; ten, kto kradnie, jest zawsze winny. Jeden utrudnia dowiedzenie zbrodni już popełnionej, drugi popełnia tę zbrodnię. Wszystko jest bierne u jednego, wszystko jest czynne u drugiego: złodziej musi pokonać więcej przeszkód i dusza jego musi dłużej zatwardzić się na prawa.

Prawnicy posunęli się jeszcze dalej; uznali ukrywającego jako nienawistniejszego jeszcze niż złodzieja; bez niego bowiem, powiadają, kradzieży nie dałoby się długo ukryć. To, jeszcze raz powtarzam, mogło być dobre, kiedy kara była pieniężna; chodziło o szkodę, a paser łatwiej ją zazwyczaj mógł nagrodzić; ale, skoro kara stała się gardlana, należało się oprzeć na innych zasadach.

Rozdział XIII. Iż nie trzeba oddzielać praw od celu, dla którego je wydano. O prawach rzymskich tyczących kradzieży.

Kiedy złodzieja złapano z rzeczą skradzioną, nim ją zaniósł w miejsce, gdzie postanowił ją ukryć, nazywano to u Rzymian kradzieżą jawną; kiedy złodzieja odkryto aż potem, była to kradzież tajna.

Prawo Dwunastu Tablic stanowiło, iż złodziej jawny będzie bity rózgami i oddany w niewolę, jeżeli jest dorosły, lub tylko bity rózgami, jeżeli jest niedorosły. Złodzieja tajnego skazywało to prawo tylko na zapłacenie podwójnej ceny skradzionej rzeczy.

Kiedy prawo Porcjusza zniosło zwyczaj bicia rózgami obywateli i oddawania ich w niewolę, złodzieja jawnego skazywano na zapłacenie poczwórnej ceny; złodzieja tajnego nadal karano ceną podwójną.

Wydaje się dziwne, że owe prawa czyniły taką różnicę w istocie tych dwóch zbrodni i w karze, jaką nakładały; w istocie, czy złodzieja ujęto przed ukryciem skradzionej rzeczy, czy po tym ukryciu, okoliczność ta nie zmieniała natury zbrodni. Dla mnie niewątpliwe jest, że cała teoria praw rzymskich o kradzieży opierała się na ustawach lakońkich. Chcąc przydać obywatelom zręczności, sprytu i energii, Likurg życzył, aby ćwiczono chłopców w kradzieży i aby smagano srodze tych, którzy się dadzą schwycić: to stworzyło u Greków, a potem u Rzymian, wielką różnicę między kradzieżą jawną a tajną.

U Rzymian niewolnika, który ukradł, strącano ze skały tarpejskiej. Nie było tu mowy o ustawach lakońskich: praw swoich o kradzieży Likurg nie tworzył dla niewolników; oddalać się od nich w tym punkcie znaczyło trzymać się ich ducha.