Styl praw powinien być prosty; wyrażenie proste zawsze jest zrozumialsze niż wyrażenie pośrednie. Nie ma majestatu w prawach Wschodniego Cesarstwa; monarchowie mówią w nich jak krasomówcy. Kiedy styl praw jest napuszony, zdają się jedynie pisane na pokaz.
Największej wagi jest, aby słowa praw budziły u wszystkich ludzi te same pojęcia. Kardynał Richelieu godził się, aby można było oskarżać ministra przed królem; ale żądał, aby ukarano skarżącego, jeśli rzeczy, których dowiódł, były małej wagi: co musiało krępować każdego, kto chciał przeciw niemu powiedzieć jaką bądź prawdę, ponieważ rzecz wielkiej wagi jest to pojęcie najzupełniej względne; to, co jest wielkiej wagi dla jednego, nie jest nim dla drugiego.
Prawo Honoriusza karało śmiercią tego, kto kupił jako niewolnika wyzwoleńca, lub też kto by go chciał niepokoić. Nie należało się posługiwać tak mglistym wyrażeniem; niepokój danego człowieka zależy najzupełniej od stopnia jego wrażliwości.
Kiedy prawo chce wprowadzić jakąś stałą normę, trzeba, o ile tylko można, unikać wyrażenia jej w sumie pieniężnej. Tysiąc przyczyn zmienia wartość pieniądza; przy tej samej nazwie rzecz nie jest już ta sama. Znana jest historia tego furfanta w Rzymie, który rozdawał policzki wszystkim, których spotykał, i wypłacał im po dwadzieścia pięć groszy przepisanych prawem Dwunastu Tablic.
Kiedy w jakimś prawie dobrze ustalono pojęcie rzeczy, nie trzeba wracać do wyrażeń mglistych. W ustawie kryminalnej Ludwika XIV, wyliczywszy dokładnie wypadki królewskie, dodano: „I te, które we wszystkich czasach sędziowie królewscy sądzili”; co znów wtrąca w samowolę, z której się dopiero co wyszło.
Karol VII powiada, iż dowiaduje się, że strony apelują w trzy, cztery i sześć miesięcy po wyroku, wbrew zwyczajowi królestwa w okolicach rządzących się zwyczajem: nakazuje apelować bezzwłocznie, chyba że zachodzi jakowaś zdrada lub podstęp prokuratora377, lub też ważna i oczywista przyczyna uwzględnienia apelacji. Koniec tego prawa niweczy początek; i zniweczył go tak dalece, iż w następstwie apelowano i do lat trzydziestu.
Prawo Longobardów nie pozwala, aby kobieta, która wdziała suknie zakonne, mimo że nie wyświęcona, mogła wyjść za mąż: „albowiem, powiada prawo, jeżeli mąż, który zaręczył się z niewiastą jedynie pierścieniem, nie może bez zbrodni zaślubić innej, z tym większą przyczyną małżonka Boga lub świętej Dziewicy”... Twierdzę, że w prawie trzeba iść od realności do realności, a nie od realności do obrazu, lub od obrazu do realności.
Prawo Konstantyna żąda, aby samo świadectwo biskupa wystarczało, bez przesłuchania innych świadków. Ten monarcha obrał drogę bardzo prostą; sądził sprawy wedle osób, a osoby wedle godności.
Prawa nie powinny być zawiłe; przeznaczone są dla ludzi miernego pojęcia: nie są kunsztem logiki, lecz prostym rozsądkiem ojca rodziny.
Kiedy w jakimś prawie nie są potrzebne wyjątki, ograniczenia, odmiany, daleko lepiej jest nie wprowadzać ich. Takie szczegóły wtrącają w nowe szczegóły.